Jeśli tym razem wynik zgodzi się z którymś z poprzednich, nie będzie żadnego problemu. Każdy może się pomylić. Po pierwsze, w tej specyficznej sytuacji musiałem być zdenerwowany, a poza tym trzeba przyznać, że zbytnio uwierzyłem w siebie. To mnie zgubiło. Jedyne, co mogło mnie teraz uratować, to powtórzenie prawidłowego wyniku. Nie zdążyłem jednak tego zrobić, ponieważ drzwi windy otworzyły się i rozsunęły w dwie strony bez żadnej zapowiedzi ani dźwięku.

Byłem tak zaabsorbowany drobnymi w kieszeniach, że przez dobrą chwilę w żaden sposób nie mogłem pojąć co to konkretnie oznacza. Oznaczało to, że dwie przestrzenie, oddzielone dotychczas drzwiami, połączyły się. Oznaczało to równic ze winda przybyła do celu.

Przerwałem poruszanie palcami w kieszeniach i rzuciłem okiem na zewnątrz. Za drzwiami znajdował się korytarz, w korytarzu stała kobieta. Była to młoda, gruba dziewczyna, ubrana w różową garsonkę i różowe szpilki. Chwilę, jakby chcąc się upewnić, przyglądała się mojej twarzy, po czym skinęła głową. Zdaje się, że dawała mi w ten sposób znak, bym szedł za nią.

Zrezygnowałem z liczenia drobnych, wyjąłem ręce z kieszeni i wyszedłem z windy. Ta, jakby tylko na to czekała, zamknęła się natychmiast za moimi plecami.

Rozejrzałem się dookoła, ale nie zauważyłem niczego, co mogłoby określić moje położenie. Domyślałem się jedynie, że korytarz znajdował się gdzieś wewnątrz budynku. Ale tego domyśliłoby się nawet dziecko.

Wystrój wnętrza biurowca był wyjątkowo monotonny. Tutaj też, tak jak w windzie, użyto kosztownych materiałów, ale brakowało czegoś, na czym można by oprzeć wzrok. Marmurowa podłoga i ściany w kolorze biszkoptu, który jem codziennie na śniadanie. Po obu stronach korytarza ciągnęły się rzędy ciężkich drewnianych drzwi. Na drzwiach znajdowały się metalowe tabliczki z numerami pokoi, ale numeracja nie miała żadnego sensu. Po numerze 936 następował 1213, a za nim 26. Cóż za bzdurna kolejność! Coś tu jest nie w porządku.



7 из 388