
Nie chcę w ten sposób powiedzieć, że nie lubię grubych kobiet. Zakłopotanie i wstręt to dwie różne rzeczy. Jak dotąd spałem z kilkoma grubymi, młodymi i pięknymi kobietami, ale ogólnie rzecz biorąc, nie były to przykre doświadczenia. O ile moje zmieszanie podążyło w odpowiednim kierunku, były to nawet przeżycia piękniejsze niż w tak zwanych zwykłych warunkach. Oczywiście nie zawsze mi się to udaje. Seks jest w najwyższym stopniu delikatną sprawą. To nie to samo, co wybrać się w niedzielę do domu towarowego i kupić sobie termos. Otyłość każdego ciała układa się inaczej – jeden jej rodzaj wpływa na mnie dobrze, a inny sprawia, że do końca pozostaję w zewnętrznej warstwie zażenowania. W tym sensie seks z grubaską stanowi dla mnie rodzaj wyzwania.
Szedłem więc korytarzem za młodą, piękną i grubą dziewczyną. Pod kołnierzykiem przewiązaną miała białą apaszkę. Prostokątne, złote klipsy w korpulentnych uszach kołysały się w rytm jej kroków i połyskiwały niczym znaki świetlne. Biorąc pod uwagę jej otyłość, poruszała się z niezwykłą lekkością. Oczywiście możliwe, że osiągała taki efekt za pomocą obcisłej bielizny czy czegoś w tym rodzaju, zdawałem sobie z tego sprawę, ale nie zmieniało to faktu, że biodrami poruszała zgrabnie i z kokieterią. Poczułem do niej sympatię. Zdaje się, że jej otyłość przypadła mi do gustu.
Nie chcę się usprawiedliwiać, ale nie należę do mężczyzn, którym prawie każda dziewczyna może zawrócić w głowie. Raczej rzadko zwracam na nie uwagę. Dlatego jeśli już któraś wpadnie mi w oko, nabieram ochoty, żeby wypróbować to uczucie. Chcę sprawdzić, czy to rzeczywiście jest sympatia, a jeśli tak, to w jaki sposób będzie się ona rozwijać.
Zrównałem krok i zacząłem przepraszać za spóźnienie.
– Nie sądziłem, że formalności przy wejściu zajmą tyle czasu – powiedziałem. – W dodatku winda jechała bardzo powoli. Do tego biurowca wszedłem punktualnie, dziesięć minut przed umówionym czasem.
