
I jeszcze jedno. Zabraniam próbowania temperatury wody nogą. Ani ręką. Nie ma co próbować. Temperaturę wody widać na oko. Nie zamieniła się w lód, znaczy ciepła. Do wody się wskakuje, jak spadochroniarz. Wszystko jasne?
— Jasne.
— W takim razie macie minutę na rozebranie się… Już! Od jutra będziemy się szybciej rozbierać.
VDlaczego Nastia sypia w szafce? Ponieważ nie ma innego miejsca. Jeszcze niedawno miała duże mieszkanie. Ogromne. Ale została w tym mieszkaniu sama jak palec. Samiutka w całej Moskwie. Każdy krok wypełnia pokoje donośnym echem. Każdy krok budzi echo na ulicach miasta. Ciemnymi ulicami chodzą ciemni ludzie. Stukają do drzwi. Jesteście aresztowani! Aresztowani! Aresztowani!
Przyczaiła się Moskwa. Przycichła. Udaje nieżywą.
W te dziwne noce Nastia przemierzała opustoszałe pokoje. W każdym pokoju ściany zastawione książkami. Pod sam sufit. A pokoje słusznej wysokości. Wszystko byłoby nie najgorzej, ale oto na drzwiach wejściowych rada miejska przygwoździła postanowienie: ZWOLNIĆ DO DNIA 13.7.1936.
Dokument jak najbardziej formalny: pieczęć z sierpem i młotem, nieczytelny podpis.
Co zrobić z książkami? I w ogóle co robić? Ojciec, krasnyj kamandir, okazał się wrogiem ludu. Już go nie ma. Matka też okazała się wrogiem ludu, pozbawionym prawa do korespondencji. Dziadek-białogwardzista zawsze należał do wrogów tej władzy. Żyje w jakimś zapomnianym ukraińskim miasteczku, zatajając przeszłość. Kiedyś można było wpaść do dziadka po cichu na parę dni. Teraz nie wolno. Podróż zabroniona.
Nastia miała w Moskwie wielu przyjaciół. Ale jakoś po aresztowaniu rodziców dawne przyjaźnie się pourywały, a nowych nie przybyło.
Do 13 lipca został jeszcze tydzień. Dlatego Nastia siedziała dniami i nocami, i wertowała książki. Czytała wolno. Uczono ją szybkiego czytania, ale nie przypadło jej to do gustu. Kto szybko czyta, ten nie śledzi wzrokiem kolejnych wierszy, lecz sunie wzrokiem po jednej linii, z góry na dół. Dziewięć sekund na stronę.
