
— Powiedziałem: pięć!
— Sam myślałem na początku, że pięć. Prawdę mówiąc, myślałem, że wam ją sprzedam nawet za trzy. I to radzieckie. Ale potem zmieniłem zdanie. Dzień w dzień jest na treningu. Codziennie po trzy godziny walki. Trzy godziny szkolenia spadochronowego. Potem godzina pływania. Trochę biegu, kółko krótkofalarskie. Słowem, wszystko jak się patrzy. I, jak by nie miała jeszcze dość, odwala pełną zmianę w “Sierpie i Młocie”. I jakoś się nie przemęcza.
— A ty skąd wiesz?
— Spójrzcie na nią. Czy widać po niej, że sypia trzy godziny na dobę?
— Nie widać.
— No właśnie. Proszę zobaczyć, jak załatwiła tych trzech. Brylant. Trudna w obróbce, jak na diament przystało. Ale po oszlifowaniu blask niezwykły. Na każdym treningu odkrywamy w niej nowe strony. I z każdej strony: blask. Czekiści za nią…
— Za darmo ci ją zabiorę.
— Towarzyszu Chołowanow, przecież nie jesteście ostatnim bydlakiem.
— Ostatnim nie.
— No to za sto.
ROZDZIAŁ 2
ICzłowiek w błyszczących oficerkach mieszka przy ulicy Gorkiego. Ma świetny apartament. Wpadł na chwilę, po rzeczy. Zgarnął walizkę, zamknął mieszkanie — i do windy. W tych wielkich domach na Gorkiego są wspaniałe windy. A ta jest najlepsza. Poniżej przycisków jest ledwie widoczny otwór. Mało kto wie, że gdy do otworu włoży się kluczyk, wówczas winda zjeżdża nie zatrzymując się po drodze na żadnym piętrze.
Bardzo proste urządzenie. Pod warunkiem, że się posiada odpowiedni klucz.
Towarzysz w błyszczących oficerkach miał taki klucz i z niego skorzystał.
Winda ta tym jeszcze różni się od innych, że gdy po włożeniu klucza wciśnie się równocześnie guziki 4 i 1, wówczas kabina bez zatrzymywania się minie parter, zjeżdżając do podziemnego tunelu.
Wcisnął odpowiednie guziki i winda ruszyła w moskiewskie podziemia. W końcu stanęła. Drzwi otworzyły się niemal bezszelestnie. Wysiadł z kabiny. W prawo — czarny korytarz. W lewo — czarny korytarz. Prosto — czarny korytarz. Towarzysz zaświecił latarkę, omiótł snopem światła po bokach, po czym ruszył prosto przed siebie.
