Podobnie NACZSPECREMBUD-12.

Na przedmieściach Leningradu tabor remontowy odbił od trasy prowadzącej do Dworca Moskiewskiego. Minął rozjazdy i zwrotnice, udał się w kierunku parowozowni i pustych wagonów, by wreszcie dotrzeć do niepozornej, zarośniętej chwastami bocznicy, ukrytej między dwoma ceglanymi murkami. Tam znieruchomiał. Uchyliły się drzwi wagonu. Towarzysz zeskoczył na żwir i dał nura w brudne, okopcone drzwi. I po wszystkim.

Nikt go nie zauważył. W pobliżu ceglanych murów nie było żadnego świadka tego zdarzenia.

Zresztą nawet gdyby znalazł się jakiś przypadkowy obserwator, nie miałby szans rozpoznać towarzysza, który wynurzył się z wagonu nie w lśniących oficerkach i mundurze, ale w angielskim garniturze firmy Austin Reed, butach Thumberland, filcowym kapeluszu, z płaszczem przerzuconym przez lewe ramię i wytworną teczką z krokodylowej skóry w prawej ręce. I nie był to już bynajmniej towarzysz Chołowanow, lecz towarzysz Bejew, obywatel Bułgarii, wysokiej rangi funkcjonariusz Kominternu.

Przeciął starą halę zasypaną tłuczniem i odłamkami szkła, po czym wynurzył się na pustej uliczce, gdzie stała zaparkowana taksówka z zaciemnionymi szybami. Zwalisty kierowca ziewał, wyraźnie znużony oczekiwaniem.

— Na Dworzec Fiński.

— Tak jest.

Tu ślad się urywa. Chętnie opowiedziałbym, dokąd się udał, ale tego, niestety, nie zdołałem ustalić.

Wiadomo natomiast, że dwanaście dni później pojawił się niespodziewanie w najpiękniejszym mieście świata: w Waszyngtonie.

Znalazłszy się w Waszyngtonie, niejaki pan Bejew zastukał mosiężną gałką laski w lustrzane drzwi majestatycznego gmachu przy Ulicy K, mieszczącego zarząd koncernu “Faraon i synowie”. W tym momencie pan Bejew nie był już urzędnikiem Kominternu, ale szacownym bułgarskim przedsiębiorcą.

Cenił wygodę w każdych okolicznościach. Komintern to sztab Światowej Rewolucji, dlatego granicę Związku Radzieckiego najdogodniej przekraczać posługując się legitymacją tej instytucji.



22 из 237