
V
A więc elegancki dżentelmen zapukał w lustrzaną taflę, odźwierny wprawnym ruchem otworzył drzwi, uchylając równocześnie czapki. Dżentelmen wjechał na szóste piętro.
Bardzo lubił te waszyngtońskie piętra i korytarze, umiał należycie docenić marmurowe schody i kute w brązie lichtarze. Świat ogarnęła moda na starożytny Egipt. Oto miał przed sobą niemal wzorcowy przykład tej cudownej architektury: kolumnady jak w świątyniach Asuanu, kute w brązie szerokie liście oraz ludzie z głowami psów. Łagodne światło sączące się z niewidocznego źródła. Wytwornie.
Drzwi się otworzyły i znalazł się w gabinecie, który mógł z powodzeniem uchodzić za salę koronacyjną Ramzesa II.
Zza biurka ruszył mu na spotkanie dobrze zbudowany mężczyzna, wyciągając rękę na powitanie.
W milczeniu wymienili uścisk dłoni. Wysoki urzędnik Kominternu, alias poważany przemysłowiec, alias Chołowanow, znany w wąskich kręgach pod dźwięcznie brzmiącym pseudonimem Gryf, podał gospodarzowi gabinetu swą ozdobną laskę. Ten wziął ją do ręki i uważnie obejrzał gałkę w kształcie lwiej paszczy. Uchylił ukryte w ścianie drzwi, wyjął z garderoby identyczną laskę, porównał, po czym zwrócił laskę Chołowanowowi i gestem zaprosił na fotele.
Nie każdy Amerykanin mówi swobodnie po bułgarsku. Nie każdy Bułgar biegle włada angielskim. Dlatego przeszli na rosyjski. Przybysz bez trudu, a gospodarz uważnie dobierając słowa i zwracając uwagę na prawidłową wymowę.
