
— Co zdziałaliście?
— O, niemało. Zaangażowano osiemdziesięciu czterech amerykańskich inżynierów. Zostali skierowani na budowę kompleksu zakładów lotniczych w Komsomolsku. Pięćdziesięciu sześciu udało się na budowę fabryki czołgów w Czelabińsku…
— Wolimy raczej mówić o fabryce traktorów — grzecznie zauważył gość.
— Tak, oczywiście — przytaknął skwapliwie gospodarz. — Osiemnastu amerykańskich inżynierów pojechało na budowę fabryki czołgów w Niżniem Tagile, znaczy się, do fabryki wagonów. Wkrótce należy spodziewać się uzupełnień do zakładów lotniczych w Woroneżu i Kujbyszewie i do fabryki czołgów w Charkowie.
— Doskonale. Poza tym potrzebujemy specjalistów w dziedzinie akustyki i techniki nagrywania dźwięku.
— Proszę pana, o specjalistów było nietrudno, póki Ameryka była pogrążona w kryzysie. Ale teraz, gdy wychodzi z zapaści…
— Do czego pan zmierza?
— Chodzi ciągle o to samo. O zarobki amerykańskich inżynierów w Rosji…
— Również o pana zarobki?
— Również o moje.
— Amerykańscy inżynierowie żyją w Rosji tak, jak w Ameryce nikomu nawet się nie śni i zarabiają tyle, że nikt w Ameryce nie dałby wiary.
— Mimo to liczba chętnych stale maleje.
— Zastanowię się nad tym.
— Spróbuję znaleźć akustyków. Do Rosji?
— Do Rosji. Ale proszę o dyskrecję. Niech pan ich angażuje do Szwajcarii, wspominając mimochodem, że w Rosji płace są trzykrotnie wyższe. Proszę tak to zaaranżować, by mieli dokumenty i wizy wystawione na Szwajcarię, ale żeby każdy marzył o kontrakcie w Rosji.
— Później, w podróży, akustycy znikną w nie wyjaśnionych okolicznościach…
— O to niech już pana głowa nie boli. Ma pan ich zaangażować i wysłać do Szwajcarii. Koniec, kropka.
