Usłyszeli ten przeciągły jęk.

— A nie mówiłem, że jeszcze dycha?

I gwałtowne uderzenie. Palące, oślepiające, ogłuszające. Dopiero po chwili zrozumiała: chlusnęli kolejnym wiadrem wody. Koło policzka znowu lśniące oficerki.

— Całuj.

Długo wpatruje się w ten but. Ma go przed samymi oczami. Widzi każdy szczegół. Skóra bez jednej zmarszczki. Wypolerowany, zdaje się srebrny, a nie czarny. Na tyle blisko twarzy, że można rozróżnić zapach świeżej pasty od zapachu skóry. To nowy but. Skrzypiący. Do szwów przywarło świerkowe igliwie i grudki piasku, co wcale nie psuje harmonii. Przeciwnie, nawet podkreśla nieskazitelną elegancję. Sztyblety sztywne, jak z metalu. Między piętą a cholewką nieznaczne pofałdowanie skóry. Ledwo widoczne załamanie. Od razu widać, że but należy do ważnego osobnika. Nie potrzeba oglądać właściciela. Rzut oka na but i już wiesz: masz do czynienia z Bardzo Ważną Osobą.

W takiej cholewce można się przejrzeć jak w lustrze. Nie od razu dotarło do niej, kto to spogląda na nią cały w siniakach, czyich ust to grymas. Zrozumiała dopiero po chwili.

Myśli płyną wolno, jedna za drugą. Niczym karawana wielbłądów na pustyni. Ciekawe, jak taki but smakuje?

Nieoczekiwanie zapach tego buta zaczął grać jej na nerwach. Kipiąca wściekłość zacisnęła gardło, wyrywając się ledwie słyszalnym warknięciem. Leży zwrócona twarzą do piachu. Gdyby teraz ją ujrzał, doznałby szoku. Zobaczyłby, jak ze szczuplutkiej niewiasty w jednej chwili opadła cała naleciałość tysiącletniej cywilizacji, a pozostała dzika neandertalska samica o przerażających fioletowych oczach. Młodziutka komsomołka z płowymi warkoczykami w jednej chwili zamieniła się w drapieżnika. Z pomrukiem tryumfu, rozprostowując się niczym sprężyna, runęła na lśniącą cholewkę.



4 из 237