
Rzuciła się jak wąż-dusiciel na trzymetrową kobrę królewską: nakryła ciałem całą ofiarę. Zaatakowała z chrapliwym rykiem młodej lwicy, która zdobyła pierwszego w życiu bawoła. Wiedziała, jak łamać ludzkie kości: lewym ramieniem silnie chwyciła udo, prawym barkiem uderzyła tuż pod kolano.
Człowiek rzadko rozkłada ciężar ciała równomiernie na obie nogi. Ciągle przestępuje z jednej na drugą. Najważniejsze: zaatakować obciążoną nogę.
Jeszcze jeden szczegół techniczny: po uderzeniu barkiem w splot nerwowy przytrzymanie stopy gwarantuje co najmniej złamanie kości piszczelowej.
Waży niewiele, to prawda, ale lata treningu zrobiły swoje…
Docisnęła stopę do ziemi i w wypolerowanej cholewce, tuż nad uchem, usłyszała trzask pękających kości. Zwalił się na wznak, wyjąc nieludzko. Wiedziała, że gwałtowna utrata równowagi powoduje paniczny lęk. To nie ból łamanych kości, lecz przerażenie było przyczyną tego wycia.
Ach, gdyby w tym momencie rzuciła się jeszcze raz! Na powalonego. Do gardła. Przegryzłaby mu krtań.
Ale nie myślała o gardle.
Nienawidziła wypolerowanych butów. Dlatego zamiast w gardło, wgryzła się z całych sił w cholewkę. W te ledwie widoczne fałdki.
Nie musiała troszczyć się o zęby. Życie i tak odmierzało w niej ostatnie chwile. Dlatego myślała wyłącznie o buciorze, który ma przegryźć, rozszarpać, roznieść wraz z kawałami mięsa po tym wiosennym lesie. Usta wypełniła gorąca krew: jego, czy własna.
Bili ją. Ciosy odbijały się echem w jej ciele. Nie czuła bólu. Jakby siedziała na słupie telegraficznym, który ktoś okłada ciężkim młotem: choć słup dudni przy każdym uderzeniu, pochłania wszelki ból.
Potem powróciła dźwięczna ciemność.
Gdy wynurzyła się z otchłani, nie była już drapieżną neandertalska pięknością, lecz komsomołką Nastią Strzelecką.
Wlekli ją do dołu. Wiedziała, że to koniec, ale było jej to obojętne. Wiedziała, że zwyciężyła. Stara prawda: chcesz lekkiej śmierci, całuj but. Jeśli nie chcesz całować, nie licz na pobłażliwość. A jednak nie wydusili z niej krzyku. Nie potrafili zmusić do całowania cholewki. To było jej zwycięstwo. Wiedziała o tym. I oni też.
