
— Mnie to nie przeszkadza — uciął Franklin.
Burley zaczynał się denerwować. Diablo ciężko było wyciągnąć coś z tego faceta. Perspektywa pracy z nim przez kilka najbliższych tygodni nie wyglądała zbyt pociągająco i Don zastanawiał się, za co go los tak pokarał. Mimo to nadal nie dawał za wygraną.
— Dyrektor powiedział mi, że masz dobre przygotowanie naukowe i techniczne, więc pewnie znasz większość rzeczy, których nasi pracownicy uczą się w ciągu pierwszego roku. Czy przeszedłeś jakieś przeszkolenie w sprawach administracyjnych?
— Naszpikowali mnie najrozmaitszymi danymi pod hipnozą, tak że mogę w każdej chwili wygłosić parogodzinny wykład na temat Departamentu Morskiego — jego historii, organizacji i aktualnych zadań — ze szczególnym uwzględnieniem Sekcji Wielorybów. Na razie jednak są to dla mnie tylko puste słowa.
Nareszcie do czegoś doszliśmy, pomyślał Don. Facet potrafi jednak mówić. Jeszcze parę piw i okaże się, że jest człowiekiem.
— To jest właśnie cały kłopot z hipnopedią — zgodził się Don. — Można człowieka napompować informacjami, aż mu zaczną wyłazić uszami i nosem, ale nigdy nie ma pewności, ile on z tego wie naprawdę. Poza tym nikt nie nabędzie w ten sposób umiejętności praktycznych ani właściwych odruchów. Najlepszym sposobem uczenia się pozostaje nadal praktyka.
Don przerwał na chwilę, gdyż jego uwagę odwróciła szczególnie kształtna sylwetka za przezroczystą ścianą. Franklin zauważył to spojrzenie i na jego twarzy ukazał się lekki uśmiech. Po raz pierwszy napięcie pomiędzy nimi osłabło i Don poczuł nadzieję, że może jednak udało mu się nawiązać kontakt z tym zagadkowym facetem, którego oddano mu pod opiekę.
Umoczonym w piwie palcem Don zaczął na plastykowym blacie stolika kreślić mapę.
— To jest nasz teren — zaczął. Nasz główny ośrodek szkoleniowy dla działalności na wodach płytkich mieści się tutaj, na Archipelagu Koziorożca, mniej więcej czterysta mil na północ od Brisbane i czterdzieści mil od lądu.
