
Administracja była uprzedzona o przybyciu Franklina i poczyniła niezbędne przygotowania. Umieszczono go osobno, wprawdzie nieco niżej od stałych pracowników jak Burley, ale za to o całe niebo powyżej zwykłych uczniów przechodzących tu szkolenie. Najdziwniejsze, że dostał osobny pokój, na co nawet wyżsi urzędnicy nie zawsze mogli liczyć, kiedy odwiedzali wyspę. Don, który obawiał się, że będzie musiał dzielić pokój ze swoim tajemniczym podopiecznym, przyjął to z wielką ulgą. Niezależnie od wszystkich innych czynników w grę wchodziły pewne jego plany natury romantycznej.
Odprowadził Franklina do małego, ale ładnego pokoiku na pierwszym piętrze skrzydła przeznaczonego dla uczniów, skąd roztaczał się widok na rafę, ciągnącą się w kierunku wschodnim po sam horyzont. Na podwórku grupa uczniów w przerwie pomiędzy zajęciami gwarzyła z instruktorem w stopniu inspektora, którego Don pamiętał z widzenia. Przyjemnie jest, pomyślał, wracać do szkoły, kiedy, już zna się odpowiedzi na wszystkie pytania.
— Będzie ci tu chyba wygodnie — powiedział do Franklina, który był zajęty rozpakowywaniem swego bagażu. — Niezły widok, co?
Takie poetyckie zachwyty nie leżały w naturze Dona, ale kusiło go, żeby zobaczyć, jak Franklin zareaguje na widok rozpościerającej się przed nim połaci upstrzonego koralami oceanu. Z pewnym rozczarowaniem stwierdził, że Franklin zareagował normalnie; wyjrzał przez okno i z wyraźną przyjemnością podziwiał błękit i zieleń wody, po której wzrok ślizgał się ku niezmierzonym przestrzeniom Pacyfiku. Widocznie wysokość trzydziestu stóp nie była dla niego problemem.
Dobrze mi tak, pomyślał sobie Don, nie trzeba się nad nim znęcać. Nie wiem, co mu jest, ale na pewno nie ułatwia mu to życia.
— Zostawię cię teraz, żebyś mógł się rozpakować — powiedział, podchodząc do drzwi. — Obiad będzie za pół godziny w mesie, w budynku, który mijaliśmy po drodze. Do zobaczenia.
Franklin kiwnął głową obojętnie, zajęty układaniem koszul i bielizny na łóżku. Chciał być sam w chwili, kiedy przygotowywał się do nowego życia, na które przystał bez szczególnego entuzjazmu.
