
Był już teraz tak blisko, że mógł włączyć wizję. Umieszczona na dziobie kamera telewizyjna usiłowała przeniknąć mrok, lecz jak na razie widać było tylko mgłę planktonu. Nagle w środku ekranu pojawił się wielki, ciemny kształt z dwoma mniejszymi poniżej. Don widział teraz to samo, co pokazał mu hydrolokator z większą precyzją, za to pole widzenia miał bardzo ograniczone.
Natychmiast uświadomił sobie swoją nieprawdopodobną pomyłkę: dwa mniejsze cienie to były cielęta. Po raz pierwszy zdarzało mu się widzieć samice wieloryba z dwojaczkami, chociaż fakty urodzenia więcej niż jednej sztuki nie należały do rzadkości. Widok był fascynujący, ale w obecnej sytuacji znaczyło to, że popełnił błąd i stracił wiele bezcennych minut. Musi od nowa zaczynać poszukiwania.
Odruchowo skierował kamerę w stronę czwartego błysku na ekranie — sądząc z rozmiarów był to niewątpliwie drugi dorosły wieloryb. To dziwne, jak błędne założenie może opóźnić zrozumienie tego, co człowiek widzi; upłynęło kilka sekund, zanim Don zrozumiał, co ma przed oczami i że przybył jednak we właściwe miejsce.
— O Jezu! — mruknął. — Nie wiedziałem, że one mogą być tak wielkie.
Był to rekin, największy, jakiego kiedykolwiek widział. Szczegóły nie były jeszcze dobrze widoczne, ale mógł należeć tylko do jednego gatunku. Rekin wielorybi i żarłacz olbrzymi mogą osiągnąć podobne rozmiary, ale tamte są nieszkodliwymi roślinożercami. Musiał to być król wszystkich rekinów, Carchorodon, czyli żarłacz błękitny. Don usiłował przypomnieć sobie dane dotyczące największych schwytanych przedstawicieli tego gatunku. Około roku 1990 przy brzegach Nowej Zelandii zabito okaz długości pięćdziesięciu stóp; ten musiał być dwukrotnie większy.
