
— Tak, tak — mruknął Lou. — Nie możesz ich jednak całkiem potępiać. Ciekaw jestem, jak szybko my przestaniemy zażywać antygerason będąc w wieku Dziadunia.
— Czasami chciałabym, żeby antygerason nigdy nie został wynaleziony — powiedziała Emeralda. — Albo żeby był zrobiony z czegoś rzeczywiście kosztownego i trudnego do zdobycia, a nie z mułu i mniszka. Czasem pragnę, by ludzie umierali regularnie jak w zegarku nie mając w tej sprawie nic do powiedzenia, a nie decydowali, jak długo jeszcze będą żyć. Powinno istnieć prawo zabraniające sprzedawania tego środka ludziom, którzy przekroczyli już sto pięćdziesiąt lat.
— Słaba nadzieja, biorąc pod uwagę, że starzy ludzie mają pieniądze i prawo głosowania. — Popatrzył na nią badawczo. — Czy jesteś gotowa umrzeć, Em?
— Na miłość boską, jak możesz o coś podobnego pytać własną żonę. Kochanie! Nie mam jeszcze nawet stu lat. Przesunęła lekko dłońmi po swojej zgrabnej młodzieńczej figurze niemal nastolatki. — Najlepsze lata mego życia są jeszcze ciągle przede mną. Ale mogę się z tobą założyć, że jak stuknie sto pięćdziesiąt, stara Em wyleje swój antygerason do zlewu i przestanie zajmować pokój, przy czym zrobi to wszystko z uśmiechem.
— Oczywiście, oczywiście, trzymam zakład. Tak właśnie mówią oni wszyscy. A ilu było takich, którzy się na to zdecydowali?
— Ten mężczyzna w Delaware.
— Nie spuchł ci jeszcze język od mówienia o nim? To było pięć miesięcy temu!
— No dobrze, a Babunia Winkler z tego samego Bloku?
— Ona wpadła pod pociąg w metro.
— Ale to była właśnie droga odejścia, którą wybrała odpowiedziała Em.
— Tak? Cóż więc miało znaczyć tych sześć opakowań antygerasonu, które miała wtedy przy sobie?
Emeralda ze znużeniem potrząsnęła głową i przymknęła oczy.
— Nie wiem, nie wiem. Wiem tylko, że coś trzeba zrobić. — Westchnęła. — Czasem bym chciała, żeby oni zostawili chociaż parę chorób plączących się gdzieś tam, żebym mogła którąś z nich złapać i poleżeć choć trochę w łóżku. Za dużo ludzi! — krzyknęła, a jej słowa zagdakały, zagęgały i zamarły wśród tysięcy asfaltowanych, najeżonych drapaczami chmur podwórek.
