
Lou czule pogłaskał ją po ramieniu.
— Och, kochanie, nie mogę znieść, kiedy jesteś taka przygnębiona.
— Gdybyśmy mieli samochód, jak ludzie w dawnych czasach — powiedziała Em — moglibyśmy wybrać się na przejażdżkę i uciec od ludzi choć na chwilę. Boże, to były czasy!
— Tak, póki nie zużyto wszystkiego metalu.
— Wskoczylibyśmy do wozu, a Papa podjechałby do stacji benzynowej i zawołał: „Nalej do pełna!”
— Tak, to była fantazja, zanim wyczerpali wszystkie zasoby benzyny.
— I wyruszylibyśmy na beztroską przejażdżkę po kraju.
— Wszystko to wydaje się teraz bajką, prawda, Em? Trudno uwierzyć, że kiedyś istniały otwarte przestrzenie między miastami.
— A jakbyśmy zgłodnieli — ciągnęła Em — to byśmy sobie znaleźli restaurację, weszli z fasonem i powiedzieli: „Proszę befsztyk i frytki” albo: „A jakie są dziś kotlety, schabowe?” — Em oblizała wargi, oczy jej zabłysły.
— O rany! — zamruczał Lou. — A co byś powiedziała na hamburgera?
— Mniam, mniammm.
— Gdyby nam ktoś zaproponował spreparowane wodorosty morskie w owych czasach, plunęlibyśmy mu w oko, no nie, Em?
— Albo spreparowane trociny!
Lou uparcie próbował w tej sytuacji znaleźć jej weselsze strony.
— Cóż, oni w każdym razie twierdzą, że obecnie ma to lepszy smak, mniej się czuje wodorosty i trociny niż na początku, i że jest znacznie zdrowsze, niż to, co jadaliśmy poprzednio.
— Ja czułam się świetnie! — gwałtownie zaprzeczyła Em.
Lou wzruszył ramionami.
— No dobrze, ale musisz zdać sobie sprawę, że świat nie byłby w stanie wyżywić dwunastu miliardów ludzi, gdyby nie spreparowane wodorosty i trociny. Myślę, że to naprawdę jest wspaniała rzecz. Tak mi się wydaje. Oni tak mówią.
