— Ja też tak uważam. Czujesz się lepiej?

— Tak. I więcej już nie będę się ciskać, będę się starała być dla niego tak miła, jak tylko potrafię.

— To rozumiem, to jest moja Em!

Wyprostowali się, uśmiechnęli dzielnie i weszli do mieszkania.

* * *

Dziadunio Schwartz z brodą wspartą na pięściach, obejmujących gałkę laski, patrzył gniewnie na pięciostopowy ekran telewizyjny dominujący nad całym pokojem. Komentator podsumowywał wydarzenia dnia. Mniej więcej co trzydzieści sekund Dziadunio dźgał końcem laski w podłogę i wrzeszczał:

— Do diabła! Zrobiliśmy to już sto lat temu!

Emeralda i Lou, wszedłszy do pokoju, zmuszeni byli zająć miejsca w tylnym rzędzie, za ojcem i matką Lou, szwagrem i szwagierką, zięciem i synową, wnukiem i jego żoną, wnuczką i jej mężem, prawnukiem i jego żoną, siostrzeńcem i jego żoną, stryjecznym wnukiem i jego żoną, stryjeczną prawnuczką i jej mężem, stryjecznym prawnukiem i jego żoną, no i oczywiście Dziaduniem, który siedział na przedzie. Wszyscy, wyjąwszy Dziadunia, który był co nieco zwiędły i przygarbiony, wyglądali, według norm przedantygerasonowych, jakby byli mniej więcej w równym wieku, gdzieś pod trzydziestkę albo niewiele ponad.

— „Tymczasem — mówił komentator — Radzie w Bluffs, Iowa, zagrażała ponura tragedia. Ale dwustu zmęczonych pracą ratowniczą robotników nie traciło nadziei i uparcie kopało dalej czyniąc nadludzkie wysiłki, by ocalić stuosiemdziesięcioletniego Elberta Haggedorna, który od dwóch dni był uwięziony w…”

— Mam nadzieję, że jego koniec będzie przyjemniejszy szepnęła Emeralda do Lou.

— Cisza! — wrzasnął Dziadunio. — Jeżeli jeszcze któreś z was otworzy jadaczkę w czasie programu telewizyjnego, nie dostanie nawet złamanego grosza… — głos złagodniał mu nagle i zmiękł — …kiedy dadzą znak kraciastą jak szachownica chorągiewką na torze w Indianapolis, a stary Dziadunio wybierze się w swą Wielką Podróż do Krainy Wieczności. — Sentymentalnie pociągnął nosem, gdy tymczasem jego spadkobiercy rozpaczliwie usiłowali nie spowodować najmniejszego dźwięku. Sława o przyszłej Wielkiej Podróży nie robiły już na nich wrażenia, ponieważ Dziadunio wspominał o tym mniej więcej raz dziennie od lat pięćdziesięciu.



7 из 507