
– Ian More! – ucieszyła się na jego widok Autumn. – Czy ojciec posłał po mnie, bym wracała do domu? Jak miewa się matka? Miło znów widzieć kogoś z naszych stron.
Posłaniec bez słowa wręczył Autumn list, a książę dostrzegł, że miał łzy w oczach.
– To od matki panienki.
Autumn złamała pieczęć. Przejrzała pośpiesznie pergamin, a jej twarz pobladła. Wodziła oczyma po linijkach listu, aż w końcu z jej ust wydobył się krzyk. Wsparła się na ramieniu brata, najwyraźniej zdruzgotana wieścią z domu. List wysunął się jej z dłoni. Drżała na całym ciele.
Posłaniec podniósł list i podał księciu, który obejmował siostrę. Szybko przeczytał słowa matki, a na jego przystojnej twarzy malowała się mieszanina złości i żalu. Odłożył w końcu list i zwrócił się do posłańca:
– Ianie More, pozostaniesz z nami póki nie wypoczniesz. A może matka życzy sobie, żebyś został w Anglii?
– Ja i mój koń potrzebujemy kilku dni odpoczynku. Potem ruszam w drogę, milordzie. Wybacz, że przynoszę tak straszne wieści.
– Zaprowadź konia do stajni, a potem idź do kuchni na kolację. Smythe znajdzie ci miejsce do spania – rzekł książę, a potem odwrócił się do szlochającej żałośnie siostry, by ją pocieszyć.
– Co się stało? – zapytała Bess, kiedy zrozumiała, że z Glenkirk nadeszły niepomyślne wieści.
– Mój ojciec nie… nie… nie żyje – szlochała Autumn. – Och! Niech będzie przeklęty Cromwell i jego armia!
Wyrwała się z objęć brata i wybiegła z komnaty.
– Och, Charlie, tak mi przykro! – rzekła Bess. Spojrzała w stronę, gdzie pobiegła Autumn. – Mam za nią pójść?
Książę potrząsnął głową.
– Nie, Autumn uważa publiczne okazywanie uczuć za słabość. Od dziecka taka była. Pewnie woli być sama.
– Co się wydarzyło? – zapytała Bess.
