
Na twarzy posłańca pojawił się nieznaczny uśmiech. Lady Autumn Leslie okazała się znacznie bardziej rozgarnięta, niżby wcześniej przypuszczał. Była wprawdzie dziewczyną, ale z rodu Leslie. Kobiety w tej rodzinie znane były ze sprytu i inteligencji, łan doszedł do wniosku, że wyrosła już widocznie na kobietę. Wstał i skłonił się nisko.
– Zawiozę przesyłkę mamie panienki najszybciej, jak będę mógł. Czy mam coś przekazać bratu?
– Powiedz mu tylko, że życzę mu szczęścia i mam nadzieję, że jeszcze kiedyś się spotkamy.
Ian czuł, że łzy napływają mu do oczu. Przeklęci prezbiterianie! – pomyślał z irytacją. Dlaczego chcą zmieniać dotychczasowe porządki, walczyć i wciąż tracić kolejne pokolenia synów Szkocji? To przez nich jego ukochana księżna i jej córka nie mogą żyć we własnym domu. Niech piekło pochłonie zwolenników Kowenantu Narodowego! Niech piekło pochłonie purytanów i nawet królewski ród Stuartów! Przełknął ślinę i powiedział:
– Przekażę słowa panienki księciu Patrickowi. Niech pani na siebie uważa, milady.
– Ty też, lanie More – odparła Autumn. – Niech Bóg ma cię w opiece podczas podróży. Nie ryzykuj niepotrzebnie.
– Nie będę, milady.
Oboje wiedzieli, że skłamał i zrobi wszystko, co konieczne, by jak najprędzej dotrzeć do Glenkirk z wiadomością.
Był już prawie koniec października, kiedy książę Lundy i jego najstarszy syn w końcu wyruszyli w podróż do Worcester, położonego o dzień drogi od Queen's Malvern.
– Zdążymy wrócić na twoje urodziny. Obiecuję przywieźć ci prezent – rzekł książę do siostry.
– Nie będę już obchodziła urodzin – rzuciła żałośnie Autumn. – Przynajmniej dopóki nie wyjdę za mąż. Do tego czasu będę miała ciągle osiemnaście lat. Gdybyś jednak chciał podarować mi coś dlatego tylko, że mnie kochasz, na pewno przyjmę – dodała z błyskiem w oku.
– Więc przywiozę ci prezent tylko dlatego, że cię kocham – zapewnił.
