
– Tak, milordzie – odparł Becket i odszedł. Charles Fryderyk Stuart został sam. Ukrył twarz w dłoniach i zapłakał. Jak to się mogło stać? Okolice Worcester były enklawą rojalistów, miejscem bezpiecznym, z dala od Cromwella i jego przeklętych okrągłogłowych. Najwyraźniej to już przeszłość. A ten głupiec, Billingsly powiedział mu, że okrągłogłowi zmierzają w innym kierunku! Bess! Jego słodka Bess nie żyje. Już nigdy nie usłyszy jej głosu, nie spocznie w nią w łożu. Nigdy już nie będzie pieścił jej małych, jędrnych piersi, które z taką namiętnością reagowały na jego dotyk. Bess nie żyje. Zabrano mu ją podczas wojny domowej, w której zamordowano jego brata, a kuzynów wygnano z kraju.
Unikał stawania po czyjejkolwiek stronie w tym konflikcie. Tak radziła mu matka, tak też uczynił jego brat, Henry Lindley. Królewski ród Stuartów zawsze go kochał i od chwili narodzin traktował ze szczególną dobrocią. Mimo to Charles dla dobra własnej rodziny, pozostał neutralny. Teraz jednak, nie miał już wyboru. Bez wątpienia stanie po stronie przeciwników okrągłogłowych, którzy zabili mu żonę. Niech więc i tak będzie, pomyślał ponuro Charlie. Niestety, niezależnie od tego, ilu ich zabije, a będzie zabijał bez litości, ich śmierć nie przywróci życia jego młodej żonie. Bess odeszła bezpowrotnie.
Następnego dnia stał w strugach jesiennego deszczu nad jej grobem. Troje jego dzieci było tuż obok. Siostra jeszcze nie ocknęła się z omdlenia i nie wykazywała żadnych oznak dochodzenia do zdrowia. Sabrina i Fryderyk byli bardzo smutni. Mały Wilhelm nie rozumiał, co się stało. Nie będzie miał wspomnień związanych z matką, prócz tych, które przekaże mu rodzina, pomyślał ze smutkiem książę. Pocieszał go tylko fakt, że została pochowana obok pradziada, Adama de Marisco i prababki Skye O'Malley. Wiedział, że oboje się nią zaopiekują.
