
— Wraz z gotówką, jak się domyślam?
— Myślisz, że mogłaby zostawić gotówkę, a zabrać tylko portfel?
— Jesteś pewien, że to ona ukradła?
— A dlaczego nie mam portfela?
— Bo się szlajałeś cały dzień. Może wszystko przepuściłeś? Al bo dałeś komuś portfel w prezencie? Albo znalazłeś sobie jeszcze sześć przyjaciółek i fundowałeś im drinki, aż skończyły ci się pieniądze? A ostatniego drinka kupiłeś za portfel?
Coz wyglądał, jakby ktoś go kopnął w brzuch.
— Tak myślisz? Przyznaję, że nie pamiętam, co się wczoraj działo… Ale kaca chyba przespałem.
— Nie wyglądasz zbyt trzeźwo — dobił go Abe. — Może nie masz kaca, bo nadal jesteś pijany.
— Faktycznie, świat trochę mi się kołysze — zgodził się Coz. — Powiedzcie, bełkoczę? Mówię, jakbym był pijany?
Alvin wzruszył ramionami.
— Mówisz, jakbyś się dopiero obudził.
— Chrypisz — ocenił Arthur Stuart.
— Widziałem cię już bardziej pijanego — rzekł Abe.
— Nie przeżyję tej hańby — zapowiedział Coz. — A ostrzegałeś mnie, żebym nie szedł z tą dziewką! Nieważne, czy to ona mnie okradła, czy ktoś inny, czy też sam wydałem wszystko na drinki jak idiota — wrócę do domu z pustymi rękami i mama mnie zabi je, będzie tak przeklinać, że uszy mi zwiędną.
— Och, przecież wiesz, że nie zostawię cię w takiej biedzie.
— Nie zostawisz? Serio? Dasz mi połowę swojej połowy?
— Tyle, żebyś zachował twarz. Powiedzmy, że… resztę zainwestowałeś, na przykład na giełdzie, ale akcje poszły w dół. Chyba uwierzą, co? To lepsze niż to, że cię okradli albo że przepuściłeś wszystko na wódę.
— No jasne, Abe, no jasne. Jesteś święty. Jesteś moim najlepszym przyjacielem. I nie musisz dla mnie kłamać. Wiem, że się brzydzisz kłamstwem, więc tylko im powiedz, żeby spytali mnie, a ja już im nakłamię.
Abe sięgnął do kieszeni i podał Cozowi jego własny portfel.
— Weź sobie tyle, ile trzeba, żeby ich przekonać.
