Ale nie pora na reprymendy — nie teraz, w obecności Abe’a.

— Więc jednak pozwoliłeś Cozowi zostać sam na sam z własnymi pieniędzmi? — spytał Alvin.

— Coz nie powinien zostawać sam na sam nawet ze sobą, ale przyszło mi do głowy, że ty i obecny tu Arthur Stuart jesteście moimi prawdziwymi przyjaciółmi i szkoda tracić was z oczu.

— No, to nieuniknione. Jeśli chcesz ocalić swoje dochody, musisz kupić bilet i dostać się na jakiś statek, zanim Coz znowu się zakocha.

— Robisz na mnie wrażenie wędrowca. Chyba nie podasz mi adresu, na który mógłbym wysłać list. Za to ja mam swoje miejsce.

Na razie jeszcze na niczym nie zarabiam wielkich pieniędzy, ale wiem, gdzie chcę to robić. Napisz do Abrahama Lincolna w mieście Springfield, w stanie Noisy River — list na pewno dotrze.

Alvin nigdy w życiu nie narzekał na brak przyjaciół, ale jeszcze nie spotkał kogoś, kogo by polubił w bardzo krótkim czasie i kto natychmiast odwzajemnił tę sympatię.

— Abe, nie zapomnę tego adresu i z całą pewnością z niego skorzystam. Co więcej, do mnie także można napisać. Każdy list, wysłany do Alvina juniora na ręce Alvina Millera w mieście Vigor Kościół, niezwłocznie do mnie dotrze.

— Twoja rodzina?

— Dorastałem z nimi i nadal ze sobą rozmawiamy — powie dział Alvin z uśmiechem.

Abe nie uśmiechnął się w odpowiedzi.

— Słyszałem o Vigor Kościele i jego mrocznej historii.

— Historia faktycznie jest mroczna i w dodatku prawdziwa.

Ale jeśli ją znasz, wiesz także, że niektórzy z nich nie wzięli udziału w masakrze nad Chybotliwym Kanoe i nie zostali przeklęci.

— Nigdy się nad tym nie zastanawiałem, lecz pewnie musiało tam być paru takich, którzy nie ubrudzili rąk.

Alvin podniósł dłonie.

— To nie ma już takiego znaczenia jak kiedyś, bo klątwa została zdjęta i wybaczono grzechy.



13 из 284