— I uwolniliśmy dwa tuziny Czarnych, którzy nie chcieli być niewolnikami.

— To już raczej twoja zasługa. Na twoim miejscu bym się tym nie chwalił na ulicach Barcy.

— A ty jeszcze nie zgadłeś, co zamierza Peggy.

— Nie rozmawiamy już ze sobą tak jak kiedyś. Czasami wydaje mi się, że ona wysyła mnie z pilnym zadaniem w jakieś miejsce tylko dlatego, że zobaczyła, jak w innym spotyka mnie coś strasznego.

— Tak już się zdarzało.

— Mnie się to nie podoba, ale rozumiem, że chciałaby, by nasze dziecko miało ojca, więc się zgadzam, choć od czasu do czasu przypominam jej, że dorosły mężczyzna lubi wiedzieć, dlaczego coś robi. A w tym przypadku, co ma robić.

— To lubi dorosły mężczyzna? — spytał Arthur Stuart ze zbyt szerokim uśmiechem.

— Dowiesz się, kiedy dorośniesz — uciął Alvin.

Ale prawda wyglądała tak, że Arthur Stuart już całkiem dorósł. Alvin nie wiedział, czy jego ojciec był wysoki; matka była tak młoda, że mogła nie osiągnąć swego pełnego wzrostu. Zresztą chłopiec miał już piętnaście lat — najwyższa pora, by Alvin przestał go traktować jak młodszego brata i zacząć uważać za mężczyznę, który ma prawo iść własną drogą, jeśli tego pragnie.

I pewnie właśnie dlatego Arthur Stuart nauczył się ukrywać swój płomień serca przed Alvinem. Oczywiście nie całkowicie — tego nigdy nie potrafiłby dokonać. Ale mógł sprawić, że Alvin go nie zauważy, jeżeli nie będzie szukać — a i wtedy płomień serca był ukryty lepiej, niż można by się spodziewać.

Alvin także ukrywał się przed innymi, więc nie mógł całkowicie potępić chłopca za to pragnienie ucieczki. Na przykład nikt nie wiedział, że Alvin nie tylko nie ma pojęcia, jakie zadanie wyznaczyła mu Margaret, ale że go to wcale nie obchodzi. Ani to, ani nic innego.



15 из 284