
Stojąca w drzwiach kobieta powiodła wzrokiem od Arthura Stuarta do niego.
— Jeśli tak mówiliście przy każdych drzwiach, dziwię się, że nie idzie za wami tłum z pałkami.
— Przeważnie proszę tylko o nocleg — wyjaśnił Alvin. — Ale mam zły humor.
— No, na przyszłość uważaj, co mówisz. Czysty przypadek albo kaprys losu sprawił, że znalazłeś się w odpowiednim miejscu.
Mam pokój z dwoma łóżkami, tak jak chciałeś, a w tym domu, gdzie niewolnictwo uważa się za obrazę boską, nikt nie będzie ci robił wyrzutów, że traktujesz tego młodzieńca jak równego sobie.
2. Wiewiórka i Łoś
Alvin wyciągnął rękę.
— Jestem Alvin Smith.
Kobieta uścisnęła mu dłoń.
— Słyszałam o pewnym Alvinie Smisie, którego żona Marga ret podróżuje tu i tam, siejąc postrach w sercach tych, którzy kochają kłamać.
— Przeraża także tych, który brzydzą się kłamstwem — odpowiedział Arthur Stuart.
— Co do mnie — odezwał się Alvin — mam do kłamstwa stosunek neutralny, gdyż wiem, że czasem prawda rani.
— Ja także nie jestem fanatyczką prawdomówności — przyznała kobieta. — Na przykład uważam, że każda dziewczynka powinna dorastać w niewzruszonym przekonaniu, że jest mądra i śliczna, a każdy chłopiec — że jest silny i dobry. Z doświadczenia wiem, iż drobne kłamstewko zwykle zmienia się w nadzieję, a jeśli się go nie porzuca, przeważnie staje się prawdą.
— Szkoda, że nie wiedziałem tego piętnaście lat temu — po wiedział Alvin. — Teraz z obecnym tu młodzieńcem niewiele da się już zdziałać.
— Przecież jestem śliczny — zdziwił się Arthur Stuart. — Na tym świecie to wystarczy.
— Teraz rozumiesz? — zwrócił się Alvin do kobiety.
— Jeśli ty jesteś mężem Margaret Larner — odparła — to ten śliczny chłopczyk musi być jej bratem, Arthurem Stuartem, który — sądząc z wyglądu — jest zrodzony, by nosić koronę.
