Abe przyjrzał się wypchanym portfelom, a także monetom, które Alvin i Arthur Stuart nadal trzymali w dłoniach. Wreszcie zaświtała mu nowa myśl.

— Okradliście złodziei?

Alvin pokręcił głową.

— Miałeś pomyśleć, że upuścili te pieniądze i uciekli, coś w tym guście. Ale to dość trudne, kiedy znajdujesz więcej pieniędzy, niż zgubiłeś.

Abe pokręcił głową.

— No, panie Smith… Zaczynam rozumieć, że masz jakiś ta lent.

— Umiem się obchodzić z metalami — przyznał Alvin.

— Zwłaszcza takimi, które znajdują się w cudzej kieszeni albo torbie.

— Poszukajmy Coza — powiedział Alvin. — Wkrótce się obudzi.

— Zasnął?

— Pod wpływem subtelnej sugestii. Ale nic mu nie jest.

Abe spojrzał na niego uważnie, ale nie powiedział ani słowa.

— Co będzie z tą nadwyżką? — spytał Arthur Stuart.

— Ja tego nie wezmę — oznajmił Abe. — Zabiorę to, co mi się należy, ale resztę zostawimy na deskach. Niech złodzieje po nie wrócą.

— Te pieniądze nie należą do nich.

— To już pozostanie między nimi i ich Stwórcą w dniu Sądu Ostatecznego. Ja się do tego nie mieszam. Nie chcę żadnych pieniędzy, z których nie będę się mógł wytłumaczyć.

— Przed Panem?

— Albo magistratem. Mam pokwitowanie na tę kwotę i mogę udowodnić, że należy do mnie. A resztę wyrzućcie. Albo zatrzymajcie, jeśli wam nie przeszkadza, że sami staniecie się złodziejami.

Alvin nie wierzył własnym uszom. Człowiek, którego pieniądze właśnie odzyskali, nazywał go złodziejem. Ale po chwili namysłu doszedł do wniosku, że nie może przecież udawać, iż pieniądze znalazł przypadkiem. I w żaden sposób nie potrafił sobie wytłumaczyć, że należą do niego.

— Ci, którzy okradają złodziei — powiedział — chyba także się nimi stają.

— Chyba tak — zgodził się Abe.

Alvin i Arthur Stuart upuścili pieniądze na deski. I jeszcze raz Alvin dopilnował, by żadna moneta nie prześliznęła się przez szpary. Utopione pieniądze nikomu się nie przysłużą.



8 из 284