
– Szczególnych jest wielu. Nie wiem, o kogo ci chodzi.
– Uważaj – ostrzegł Zły. – Może i jesteś nieśmiertelny, ale co powiesz na wypad do Wielkiej Otchłani? Widzisz, tam się nie umiera, żyje się dalej, przez całą wieczność. I zapewniam cię, myśli, jakie tam przychodzą do głowy, nie należą do przyjemnych. Samotność, alrauno, czy wiesz, co to jest samotność?
– Tak – z powagą odparł Rune. – Wiem. I obojętne mi jest, czy doświadczę jej na tym świecie, czy też w Wielkiej Otchłani.
Tengela ogarniał coraz większy gniew.
– Ale najpierw trochę tortur…
– To mnie nie dotyczy. Nie odczuwam bólu.
Rune skłamał, ale nie chciał dać satysfakcji Tengelowi Złemu. Przynajmniej nie od razu.
– Lynx! Łap go! Postąp z nim tak, jak postępowałeś z ludźmi w swojej ojczyźnie!
Straszliwy pomocnik przysunął się o kilka kroków, a Rune się cofnął, nie spuszczając z niego wzroku. Wiedział, że jeśli ta makabryczna osoba go dopadnie, będzie stracony, natychmiast zostanie wysłany do Wielkiej Otchłani. Rune zdawał sobie także sprawę z tego, że nie ma szans na ucieczkę, ale chciał jak najdłużej przeciągnąć czas, by możliwie najwięcej dowiedzieć się o swoim prześladowcy. Nie miał zamiaru stać się łatwą zdobyczą.
Patrzył na zbliżającego się ku niemu łotra. Było w nim coś dziwnego, coś, czego nie mógł zrozumieć. Na pierwszy rzut oka Numer Jeden wydawał się całkiem normalny, oprócz tego że w jego obecności przeszywał człowieka niesamowity dreszcz, którego w racjonalny sposób nie dawało się wytłumaczyć.
Lynx był… niezwykły! Niezwykli ludzie czy istoty nie były dla Runego niczym obcym, ale z takim zjawiskiem jeszcze się nie zetknął.
Wszystkie te myśli przebiegły przez głowę Runego w szalonym tempie, niewiele bowiem miał czasu. Z samego wyglądu Lynxa starał się wywnioskować, skąd on może pochodzić. Dość otyły mężczyzna o ciemnobrązowych, wyłupiastych oczach i krótkich wąsikach a la Hitler modnych w ówczesnej Europie środkowej… Rune słyszał raz, jak Lynxowi wyrwało się słowo „Scheisse!” – gówno, i to jeszcze mocniej utwierdziło go w przekonaniu, że mają do czynienia z Niemcem. Czasy wojny były już wprawdzie odległe i świat przestał w każdym Niemcu upatrywać wroga. Niechęć ustąpiła świadomości, że i wśród Niemców było wielu przyzwoitych ludzi, nie ponoszących winy za to, co się stało.
