
Lynx jednak nagle zamarł w pół ruchu i Rune zrozumiał, że człowiek ten w istocie nosi imię Fritz!
Dalszych wniosków Rune nie zdążył wyciągnąć, Tengel Zły bowiem zawołał niemal w panice:
– Łap go, człowieku!
Niekłamane zdumienie Lynxa ustąpiło. Znów podniósł rękę.
Wtedy właśnie lód zatrząsł się tak gwałtownie, że wszyscy czterej musieli wytężyć siły, by utrzymać się na nogach. Drgnął nie tylko lód, także okoliczne góry poruszyły się niczym podczas trzęsienia ziemi. Ale czy ktoś kiedykolwiek słyszał o trzęsieniu ziemi w prastarych górach Norwegii, należących do najbardziej bezpiecznych i stabilnych na świecie?
Tengel Zły zawołał histerycznie:
– Zróbcie coś!
Jak zawsze w sytuacji, kiedy czegoś nie rozumiał, Tengel usiłował przerzucić odpowiedzialność na innych.
Ani Lynx jednak, ani Ahriman nie mogli powstrzymać biegu wydarzeń. Rune padł na kolana z nadzieją, że lodowiec nie pęknie akurat pod nim. Lynx po daremnych próbach zachowania równowagi i godności przewrócił się, lecz Ahriman i Tengel wciąż stali, utrzymując się mniej lub bardziej w pionie.
Co to może być? zastanawiał się Rune.
Huk i wstrząsy ustały.
Zapadła cisza. Wielka, przeogromna cisza.
W następnej chwili Rune kątem oka dostrzegł coś ciemnego.
Popatrzył w tamtą stronę, pozostali także powiedli wzrokiem za jego spojrzeniem.
Od krawędzi lodowca szedł w ich stronę samotny wędrowiec w ciemnej pelerynie.
Stojący koło skał przy przełęczy prowadzącej do Doliny Ludzi Lodu Marco odruchowo ścisnął Nataniela za ramię. Przyjaciele ze zdumieniem spoglądali na wyraz najwyższego napięcia, jakie odmalowało się na jego nieziemsko pięknym obliczu.
Wędrowiec dotarł do czwórki na lodowcu. Rune przyglądał mu się, zmarszczywszy brwi, ale Tengel Zły prychnął zirytowany:
– Czego tu szukasz, po coś przyszedł? Wynoś się stąd natychmiast, nie życzymy tu sobie żadnych żebraków. Znikaj!
