
Ale obcy przybysz nie zwracał na niego uwagi. Zwrócił się do Runego.
– Dobrze cię znów widzieć, przyjacielu!
Rune nie spuszczał wzroku z mężczyzny. Patrzył na czarne, spadające w lokach na ramiona włosy, na uśmiech w dziwnie jaśniejących oczach, choć wcale nie żółtych jak u Ludzi Lodu. Ta życzliwość…
Łzy ścisnęły Runego w gardle. Ledwie zdołał wydusić z siebie:
– Witaj!
Ahriman ze zdziwienia rozdziawił usta. Cała jego postać wyrażała silne obrzydzenie wywołane widokiem nieznajomego. I niepewność. Czy to naprawdę ktoś obcy, czy też… znajomy?
Tan-ghil nad niczym się nie zastanawiał. Ogarnęła go tylko wściekłość, ponieważ przeszkodzono mu w unicestwieniu alrauny.
– Wynoś się! – wrzasnął falsetem. – Inaczej zamienię cię w pył, nędzny żebraku!
Obcy skierował na niego swe przenikliwe spojrzenie.
– Nie, to ci się nie uda, ludzki robaku!
Tengel Zły podskoczył. Od dawna już nikt go tak nie nazwał, nie słyszał tego określenia od czasów wędrówki przez groty do Źródeł Życia.
– Lynx! – zaniósł się krzykiem. – Wyślij go do Wielkiej Otchłani! Nikomu nie wolno się tak zwracać do Władcy Świata!
Lynx ledwie zdążył unieść dłoń, a już musiał ją opuścić. Powietrze przecięła błyskawica, towarzyszył jej huk grzmotu, i obcy przeobraził się w coś niemożliwego do pojęcia.
Przy skałach oddalonych od grupy na lodzie Marco padł na kolana, zasłaniając dłońmi twarz.
– Nareszcie – szepnął. – Sądziłem już, że błędnie wyliczyłem czas. Dzięki, serdeczne dzięki!
ROZDZIAŁ II
Na widok sceny rozgrywającej się na lodzie Natanielowi i jego przyjaciołom dech zaparło w piersiach.
Na własne oczy widzieli, jak obcy przybysz powoli i majestatycznie przeistacza się przed Tengelem Złym. Czarny niczym zimowa noc, osiągnął wzrost jakichś ośmiu-dziesięciu metrów, a na plecach pojawiły mu się czarne, błyszczące skrzydła. Widok, którego Gabriel, Tova, Nataniel i Ian nigdy nie zapomną, byli o tym święcie przekonani.
