
– Zaczekajcie, tchórze! – zawołał Tengel Zły. – Nie ma się czego bać! To tylko trochę magii. Iluzje. Ja potrafię o wiele więcej i mogę was tego nauczyć.
– Dzięki! – cierpko odkrzyknął Ahriman. – Nie staję w szranki z Lucyferem!
– Z Lucyferem? – ucieszył się Tengel Zły, z radości mrużąc oczy. – Lucyfer jest po mojej stronie! Zalicza się do kręgów podlegających Źródłu Zła. Wracaj, Lynx, to nasz człowiek!
Lynx jednak był już daleko. Może więcej rozumiał?
– Niech ucieka – zwrócił się Lucyfer do paskudnego gnoma. – Daleko nie zajdzie. Ja niestety nie mogę mu nic zrobić, chroni go bowiem twoja czarna magia. Ale został już wyznaczony ten, który położy kres jego istnieniu.
Położy kres istnieniu Lynxa? Co ten olbrzym sobie wyobraża? Tengelowi ze złości odebrało mowę.
– Przecież Lynx to moja prawa ręka – wydusił wreszcie z siebie. – Ale ty mógłbyś go zastąpić – przypochlebiał się.
Niezwykłe oczy Lucyfera zapłonęły.
– Wydaje mi się, że nie rozumiesz, kim jestem – rzekł dobitnie. Jestem strąconym aniołem światłości i żaden człowiek nie ma prawa nazwać mnie złym. Zostałem wygnany z Raju, to prawda, ale nie znaczy to wcale, że przeszedłem na stronę Szatana. Moim królestwem są Czarne Sale, a małżonka moja wywodzi się z Ludzi Lodu. Ten, którego tak przez cały czas nienawidziłeś, bałeś się i którego zagadkę usiłowałeś rozwiązać, to mój syn!
– Marco? – syknął Tengel, pozieleniały z wściekłości.
– Tak, Marco. Bardzo bliski memu sercu. Moja duma! Nawet przez moment nie wyobrażaj sobie, że trzymam twoją stronę! Piłeś wodę z owego niebezpiecznego źródła, nie mogę więc cię zgładzić, ale potrafię opóźnić twoją wędrówkę.
– Nie ośmielisz się! Prosta droga zawiedzie cię do Wielkiej Otchłani!
Lucyfer wybuchnął śmiechem:
– Spróbuj tylko!
Tengel Zły musiał odchylić głowę, aby spojrzeć w oczy aniołowi światłości.
