– Chodź, mój przyjacielu z Ogrodu Edenu, a ostatnio z fińskich lasów. Spieszmy pomóc biednym Ludziom Lodu.

Rune nie mógł dobyć słów, takie wrażenie wywarło na nim spotkanie z Lucyferem. Bez protestu dał się poprowadzić ku przełęczy wiodącej do Doliny.

Kiedy oddalili się nieco od wrzeszczącego Tengela, Lucyfer zatrzymał się i obrócił Runego twarzą do siebie. Czarne dłonie spoczęły na barkach chłopaka-alrauny.

– Cóż to za fajtłapa próbowała zrobić z ciebie człowieka? Ni z ciebie ptak, ni ryba, ani korzeń, ani ludzka istota.

Rune zasmucony spuścił wzrok.

Lucyfer pogładził go delikatnie po przypominających konopie włosach.

– Nie mamy teraz czasu, ale kiedyś, gdy nie będziemy się tak spieszyć, zobaczymy, co da się z tobą zrobić. I posłucham, jakie są twoje życzenia.

Rune tylko kiwnął głową. Sam nie wiedział, czego pragnie.

Daleko za nimi Tengel Zły ucichł.

Ogród Edenu? Alrauna?

Dopiero w tym momencie zrozumiał, że posiadał kiedyś najpierwszą w świecie mandragorę, tę, która miała stanowić pierwowzór człowieka.

Że też nie zorientował się wcześniej! Czegóż mógłby dokonać z tym korzeniem!

Ale czy na pewno byłoby to możliwe? Wszak mandragora przez cały czas z niezwykłą mocą i siłą woli paraliżowała jego plany.

A teraz wstąpiła na służbę u Ludzi Lodu. Ciekawe, co jej za to obiecali i ile zapłacili?

Tengel Zły nie znał innych powodów wzajemnych powiązań niż te, na których da się coś zyskać.

Z rozgoryczenia bliski był płaczu.

Bezsilnie szarpał przytrzymujące go dłonie, ale one zdawały się jakby częścią jego samego. Wypróbowywał kolejne magiczne formuły, na próżno.

Przydałby mu się teraz Ahriman, znający się na magii swego przeciwnika Lucyfera. Ten łotr jednak stchórzył, a w dodatku on sam obiecał mu wolność!

Przekleństwo!

Tengel Zły nie wiedział zbyt wiele o stosunkach między Ahrimanem a Lucyferem.



18 из 179