
Ze złością patrzył na dwóch swych wrogów, oddalających się od niego spokojnym krokiem w stronę Doliny Ludzi Lodu. Nadludzkim wysiłkiem udało mu się przesunąć jedną nogę o kilka milimetrów. Usłyszał zgrzyt o lód, kiedy cały potworny łańcuch skamieniałych trupów przemieścił się za nim.
Druga noga…
Znów rozległo się skrzypienie.
O radości!
Poradzi sobie z tym. Powoli, ale jakoś będzie szedł. Za każdym razem kilka milimetrów do przodu.
I… Z pewnością zapomnieli o jego obrazie przenoszonym siłą myśli, tym, który przebywał w Dolinie. Jego ułudny wizerunek nie był w stanie napić się wody z naczynia, ale mógł stawiać im przeszkody.
– Lynx! – W wielkim skupieniu zaczął przekazywać swe myśli. – Lynx, słyszysz mnie? Zatrzymaj tych nędzników! Wyślij ich do Wielkiej Otchłani! Jesteś moim niewolnikiem, pamiętaj o tym! Zapomnę o twojej ucieczce, jeśli wykonasz mój rozkaz. Ich miejsce jest w Otchłani.
– Lynx nadchodzi – szepnął Nataniel. – Przemyka się tam, w cieniu góry!
Przytulili się do skały, by jak najmniej było ich widać. Wiedzieli, że z Lynxem to nie przelewki, za nic nie chcieli wpaść w jego szpony.
– On ucieka – szeptem oznajmił Ian. – Ucieka przed Tengelem Złym!
– Raczej przed Lucyferem – odparł Nataniel. – Patrzcie, ma zamiar zejść do Doliny Ludzi Lodu!
– Do diaska! – zaklęła Tova. – Czego on tam szuka?
– Nie ma innej drogi.
– Mój ojciec znów przybrał ludzką postać – zauważył Marco. – Ale co on zrobił z Tengelem Złym?
