
– To mandragora! Zwykły korzeń z odrostami i liśćmi!
Ostatnie słowa wykrzyczał, kipiąc wściekłym gniewem.
Ahriman i Lynx patrzyli na swego pana nadal nic nie rozumiejąc.
– Skąd wziąłeś taką postać? – wył Tengel Zły. – Jeśli ci się wydaje, że przypominasz człowieka, to się mylisz! Potworkiem, oto czym jesteś! Kto tak spartaczył swoją robotę?
Rune nie odpowiedział. Jeśli poczuł się dotknięty, to w każdym razie tego nie okazał. Wytrzymał spojrzenie ohydnych szarożółtych oczu.
Ahriman spytał przypochlebczo:
– Czy mam go… zniszczyć, o ty, równy mnie?
Tengel natychmiast obrócił się w jego stronę, prychając jak rozdrażniony kot:
– Równy mnie? Mnie? Co ty sobie wyobrażasz, nędzny robaku!
– Czy mam to zrobić? – spytał Ahriman, już ostrożniej dobierając słów.
– Nie potrafisz. On jest nieśmiertelny.
– Ja także.
– O, wcale nie. Tylko ja posiadłem nieśmiertelność.
– I amulet – cierpko przypomniał mu Ahriman. – No, dobrze, dobrze – zakończył ugodowo, widząc wyraz twarzy Tengela.
Tan-ghil znów zwrócił się ku Runemu.
– Potrafię czarami przywrócić ci twą dawną postać, znów staniesz się nędznym korzeniem.
– Wydaje mi się, że nie – spokojnie odparł Rune.
– To oczywiście ten sam dureń, który uplótł niewidzialną sieć czarodziejskich runów, dał ci takie pokraczne ciało. Ale ja umiałem rozsupłać runy, dlaczego więc nie miałbym…
– To ja zniweczyłem działanie runów – natychmiast wtrącił się Ahriman.
– Zamknij się i wynocha stąd! – wrzasnął Tengel bez zastanowienia. – Gdyby nie siła mojej woli, nie byłoby cię tutaj!
– Ja nie wyrażałem pragnienia, aby znaleźć się na zimnej Północy – odrzekł Ahriman godnie. – Ale skoro już tu jestem, chętnie wspomogę mego szanownego towarzysza radą i uczynkiem.
Ahriman był księciem kłamstwa w dualistycznej religii Zarathustry. Stanowił negatywną, niszczącą siłę, starającą się zwabić ludzi na stronę materializmu. Właściwie wiara weń powinna wyginąć już dawno, dawno temu, Zarathustra żył bowiem wiele stuleci przed Chrystusem, jednakże kult Ahrimana został odnowiony przez rozmaite kierunki wiary i dzięki temu przeżył. I… być może nie ma w tym nic szczególnie dziwnego. Jak wielu ludzi może z ręką na sercu przyznać, że są całkiem wolni od materializmu?
