
– Teraz już to wiem, nawet za dobrze. – Na wspomnienie Isobelle skrzywił się z najgłębszą niechęcią. – Z moich informacji wynika, że pani matka widziała się z Lara w Paryżu, kiedy Henry miał sześć miesięcy. Córka poprosiła ją, by wracając do Australii, zabrała wnuka ze sobą. Isobelle zatrudniła nianię, przyleciała do Sydney, wynajęła apartament w luksusowym hotelu, zostawiła tam wnuka z opiekunką i więcej się nie pojawiła. Lara miała za wszystko płacić, ale pieniądze przychodziły nieregularnie, aż w końcu w ogóle przestały przychodzić i niania zrezygnowała z pracy. Nie miałem o niczym pojęcia. Podczas pogrzebu Isobelle zapewniała mnie, że Henry ma się dobrze. Byłem przekonany, że chłopiec przebywa u swojej rodziny ze strony matki… Dopiero w zeszłym tygodniu otrzymaliśmy oficjalną wiadomość od władz australijskich, że chłopiec został porzucony i trafi do domu dziecka. Zatrudniłem opiekunkę przez agencję, opłaciłem hotel dla niej i dziecka i przyjechałem do Australii najszybciej, jak tylko mogłem.
Tammy parsknęła z furią i ponownie odwróciła się do niego plecami, wyraźnie wściekła na wszystkich i wszystko. Wcale jej się nie dziwił, sam odczuwał coś podobnego. Gdy tylko dowiedział się, co naprawdę dzieje się z Henrym, natychmiast zaczął szukać Isobelle, by zażądać wyjaśnień. Nie było wcale łatwo ją wytropić, ale nie zamierzał puścić tego płazem i w końcu zdobył jej aktualny numer. Właśnie bawiła w Teksasie, zbyt zajęta nowym kochankiem, by pamiętać o śmierci córki i przejmować się wnukiem.
– To nie moja sprawa – zbyła go. – Ja swoje zrobiłam. Zawiozłam dziecko do Sydney i zostawiłam pod dobrą opieką. Nie moja wina, że Lara nie opłacała opiekunki i że ta w końcu miała dosyć.
Wielka szkoda, że Jean-Paul nie żył. Gdyby żył, Mark udusiłby go gołymi rękami. Jak można być tak nieodpowiedzialnym draniem?!
– Odtąd Henry będzie miał najlepszą opiekę – powiedział przez zaciśnięte zęby, patrząc na odwróconą Tammy.
