– Już siedzi. Czy raczkuje?

– Aha.

– To nie widzę powodu, dla którego nie miałby reagować w jakikolwiek sposób, gdy ktoś do niego mówi – odparła zimno Tammy. – Czy sam już próbował coś powiedzieć?

– Nie, a powinien?

Faktycznie, skoro nie ma do kogo mówić, to po co się starać? Ona też zobojętniałaby na wszystko i nie umiałaby nawiązać kontaktu, gdyby całymi dniami i tygodniami musiała wpatrywać się w ten sam widok za oknem. Jak więzień…

Ogarnęła ją dzika furia.

– Czy pani w ogóle się z nim bawi?

Tamta ukradkiem zerknęła na porzucony magazyn.

– Oczywiście.

– Akurat! – wysyczała zduszonym szeptem Tammy, starając się nie przestraszyć małego, którego przytulała mocno do siebie, jakby pragnęła go obronić przed całym światem. Miała szaloną ochotę komuś przyłożyć. – Dziecko, o które się dba, nie zachowuje się w taki sposób!

– Kylie może nie ma największego doświadczenia, została zatrudniona w nagłym trybie, sytuacja była awaryjna – odezwał się pojednawczym tonem Mark.

– A przedtem? Co było przedtem? – zaatakowała Tammy. – Czy on od urodzenia przebywał z kimś pokroju Kylie?

Mark zawahał się.

– Możliwe. Nie wiem.

– Właśnie! – Tammy zerwała się na równe nogi. – Czy ktokolwiek wie, co się działo z moim siostrzeńcem przez ten cały czas? Czy ktoś się nim zajmował? Tak, jest zdrowy, odżywiony i czysty, ale czy ktoś bawił się z nim w kosi, kosi łapci? Czy ktoś go choć raz przytulił? Czy ktoś go w ogóle kochał? – Trzęsła się z niepohamowanej złości.

– Kiedy wróci do domu, otrzyma najlepszą opiekę – zapewnił ponownie Mark.

– On jest w domu! Jego dom jest tutaj, w Australii. Henry zostaje ze mną. Lara zrobiła najmądrzejszą rzecz na świecie, czyniąc mnie jego prawną opiekunką. Jestem jej wdzięczna. Panu również, panie książę czegoś tam, za to, że mnie pan poinformował o całej sprawie. Pańska rola skończona. Zabieram chłopca i jego rzeczy. Od razu.



18 из 105