— Oczywiście, że nie! Sądząc z wyglądu, dopiero co umarła. — Pani Owens objęła kobiecą postać i przemówiła do niej cichym, spokojnym, rozsądnym głosem.

Zza wysokiego muru przy uliczce dobiegł donośny łoskot i brzęk: wywrócił się kubeł na śmieci. Mężczyzna wgramolił się na szczyt muru — ciemna sylwetka na tle widocznych we mgle plam światła ulicznych latarni. Wahał się przez moment, po czym zsunął na drugą stronę, spuszczając nogi i zeskakując na ziemię.

— Ależ moja droga — rzekła do postaci pani Owens. Z trzech sylwetek, które pojawiły się na cmentarzu, została już tylko jedna. — On żyje. My nie. Wyobrażasz sobie…

Dziecko patrzyło na nie ze zdziwieniem. Sięgnęło ku jednej z nich, potem ku drugiej i pod rączką poczuło jedynie powietrze. Kobieca postać nikła w oczach.

— Tak — powiedziała pani Owens w odpowiedzi na coś, czego nie słyszał nikt inny. — Jeśli zdołamy, zrobimy to. Odwróciła się do mężczyzny obok niej. — A ty, Owens? Czy zostaniesz ojcem tego maluszka?

— Czy co? — Owens zmarszczył brwi.

— Nigdy nie mieliśmy dziecka — oznajmiła jego żona. A matka chce, żebyśmy się nim zaopiekowali. Zgodzisz się?

Mężczyzna w czarnym płaszczu potknął się o kłębowisko bluszczu i potrzaskanych nagrobków. Podniósł się szybko i ruszył naprzód ostrożniej, płosząc sowę, która odleciała bezszelestnie. Zobaczył dziecko i jego oczy zalśniły triumfalnie.

Owens wiedział co myśli żona, kiedy przemawia tym tonem, ostatecznie nie na darmo byli małżeństwem za życia i po śmierci przez ponad dwieście pięćdziesiąt lat.

— Jesteś pewna? — spytał. — Absolutnie pewna?

— Nigdy w życiu nie byłam pewniejsza.

— W takim razie tak. Jeżeli ty będziesz mu matką, ja będę ojcem.

— Słyszałaś? — spytała pani Owens, zwracając się do migotliwej zjawy na cmentarzu, z której pozostał już jedynie zarys sylwetki, niczym odległa letnia błyskawica w kształcie kobiety. Powiedziała do niej coś, czego nie usłyszał nikt inny, i zniknęła.



7 из 194