
— Muszę iść. — Dziewczyna zebrała w dłoniach ciężki materiał sukni. — Jeszcze raz wam dziękuję. Gdyby nie wy, na pewno by mi się nie udało.
— Do zobaczenia — powiedziała Mary.
— Uważaj na siebie — dorzucił Dunworthy.
— Może pan być spokojny — odparła, lecz Dunworthy już tego nie usłyszał, ponieważ Gilchrist wyłączył głośniki w pomieszczeniu obserwacyjnym. Dziewczyna uśmiechnęła się, pomachała ręką, po czym ruszyła z powrotem w kierunku rozbitego wozu.
Mary usiadła i zaczęła grzebać w torbie w poszukiwaniu chusteczki. Tymczasem w laboratorium Gilchrist odczytywał następne pozycje z tabliczki, Kivrin kiwała głową, on zaś po raz kolejny odhaczał je za pomocą pióra świetlnego.
— A co będzie, jeśli dostanie zakażenia krwi od tej rany na skroni? — zapytał Dunworthy, nie odwracając się od szyby.
— Nie dostanie — zapewniła go Mary. — Wzmocniłam jej układ odpornościowy.
Głośno wydmuchała nos.
Kivrin najwyraźniej sprzeczała się o coś z Gilchristem, ponieważ nad ustami mężczyzny znowu pojawiły się białe kreski. Wreszcie dziewczyna stanowczo potrząsnęła głową, on zaś szybkim, nerwowym poruszeniem pióra zrobił jeszcze jeden znaczek na tabliczce.
Zarówno on jak i pozostali ludzie z sekcji średniowiecza mogli być niekompetentni, lecz z pewnością nie dałoby się tego powiedzieć o Kivrin. Znała staroangielski, kościelną łacinę i anglosaksoński. Wykuła na pamięć całą liturgię, nauczyła się haftować i doić krowę. To ona wymyśliła sobie tożsamość oraz historię uzasadniającą, skąd wzięła się zupełnie sama na drodze łączącej Bath z Oxfordem. Miała translator, wzmocniony układ immunologiczny i pozbyła się wyrostka robaczkowego.
— Da sobie radę śpiewająco — powiedział Dunworthy bardziej do siebie niż do Mary — co tylko utwierdzi Gilchrista w przekonaniu, że jego metody są właściwe i skuteczne.
Gilchrist podszedł do konsolety i wręczył tabliczkę Badriemu. Kivrin ponownie złożyła ręce, pochyliła głowę tak nisko, że prawie dotknęła ich ustami, po czym zaczęła coś szeptać.
