
— Jeśli chcesz, to sama pokazuj klasę — powiedział Dunworthy, sięgając po płaszcz. — Ja nie mam najmniejszego zamiaru słuchać, jak ci dwaj gratulują sobie nawzajem, że udało im się narazić niedoświadczoną dziewczynę na śmiertelne niebezpieczeństwo.
— Chyba wiesz, kogo mi teraz przypominasz? Przecież nie przyszliby tutaj, gdyby coś było nie w porządku. Widocznie Badriemu udało sieją zlokalizować.
— Na to jeszcze za wcześnie — odparł, odłożył jednak płaszcz i opadł z powrotem na krzesło. — Raczej wyrzucił ich z laboratorium, żeby mu nie przeszkadzali.
Gilchrist zauważył ich i odwrócił się, jakby zamierzał wyjść z pubu, ale Latimer był już prawie przy stoliku, więc młodszy mężczyzna niechętnie podążył za nim. Już się nie uśmiechał.
— Zlokalizowaliście ją? — zapytał Dunworthy.
Gilchrist skierował na niego puste spojrzenie.
— Pytałem, czy zlokalizowaliście Kivrin — powtórzył Dunworthy. — Żeby ściągnąć ją z powrotem, gdyby zaszło coś nieprzewidzianego.
— Pański technik twierdzi, że precyzyjne ustalenie współrzędnych zajmie mu co najmniej godzinę — odparł Gilchrist wyniosłym tonem. — Czy to zawsze trwa tak długo? Ma tu przyjść, kiedy tylko skończy, ale według wstępnych danych wszystko poszło jak z płatka. Poślizg był minimalny.
— Wspaniała wiadomość! — wykrzyknęła radośnie Mary. — Proszę, siadajcie. My także czekamy na rezultaty obliczeń. Napije pan się czegoś? — zapytała Latimera, który wreszcie zdołał złożyć parasol i teraz szukał paska, aby go spiąć i postawić w kącie.
— Chyba tak. Bądź co bądź, odnieśliśmy wspaniały sukces. Kropelka brandy na pewno nie zaszkodzi. „Wielkie było zwycięstwo, napijmy się więc, aby je godnie uczcić”… — Wciąż nie mógł znaleźć paska między fałdami czarnego materiału. — Wreszcie uzyskamy wiarygodne informacje dotyczące zanikania fleksji przymiotnikowej oraz rzeczywistej postaci niektórych rzeczowników w liczbie pojedynczej.
