— Mam do niej zadzwonić? — zapytał, ale nie uzyskał odpowiedzi, ponieważ Mary rozmawiała już z sanitariuszem stojącym przy stoliku.

— Trzeba przywieźć kogoś z Witney, z farmy Funduszu. To kobieta, nazywa się Montoya i kieruje tam pracami wykopaliskowymi.

Sanitariusz bez słowa odstawił filiżankę z nie dopitą herbatą, założył kurtkę i wyszedł za Mary z pokoju.

Dunworthy przypuszczał, że Mary wróci, kiedy tylko wytłumaczy chłopakowi, w jaki sposób dojechać do Witney, a ponieważ nie doczekał się na nią, otworzył drzwi i wyszedł na korytarz. Zamiast Mary i sanitariusza ujrzał tam znajomą pielęgniarkę.

— Przykro mi, proszę pana — powiedziała zastępując mu drogę w taki sam sposób jak niedawno uczyniła to rejestratorka — ale doktor Ahrens wyraźnie prosiła, żeby pan na nią tutaj zaczekał.

— Nie mam zamiaru wyjść poza teren kliniki. Chciałem tylko zadzwonić do sekretarki.

— Chętnie przyniosę panu telefon — oświadczyła, po czym spojrzała w kierunku, z którego przed chwilą zaczęły dobiegać jakieś głosy.

Korytarzem zbliżali się Gilchrist i Latimer.

— …nadzieję, że panna Engle z bliska przyjrzy się śmierci — perorował Gilchrist. — W czternastym wieku ludzie mieli zupełnie inny stosunek do śmierci niż obecnie. W tamtych czasach stanowiła ona nieodłączną, powszechnie akceptowaną część życia i rzadko wywoływała uczucia żalu albo rozpaczy.

— Panie Dunworthy… — Pielęgniarka pociągnęła go za rękaw. — Zechce pan poczekać w środku? Zaraz przyniosę panu telefon.

Wyszła naprzeciw Gilchristowi i Latimerowi.

— Tędy, proszę — powiedziała, wprowadzając ich do poczekalni.

— Zastępuję dziekana Wydziału Historycznego! — zagrzmiał Gilchrist, miażdżąc Dunworthy’ego spojrzeniem. — Muszę natychmiast wiedzieć, co dolega panu Chaudhuri!

— Oczywiście, proszę pana. Doktor Ahrens wkrótce porozmawia z panem na ten temat — zapewniła go, zamykając za sobą drzwi.



72 из 709