
– Co, ciulu, zawędrowałeś za daleko od domu?
Odwraca się lekko i płynnie. Tylko trzech. Wygolone łby, dresiki Adidasa, tępe mordy. Mutanty z siłowni. I bardzo dobrze. Gdy rabował zwykłych ludzi, miał potem moralnego kaca.
Bagnet od kałasznikowa został zaopatrzony w piłkę. Równe cięcie jest mniej groźne, brzegi rany można zacisnąć, powstrzymując krwotok. Przy odrobinie szczęścia zdołaliby przeżyć. Rana zadana piłką jest inna, paskudna, szarpana. Trudna do zszycia, często śmiertelna. Można uderzyć bardzo nisko, a mimo to skutecznie. Gdyby nie spali na lekcjach biologii, może poznaliby dwa słowa: „tętnica udowa”.
Tylko po co na takich frajerów używać noża? A zatem udaje strach, a gdy pierwszy zadaje cios, z gracją się uchyla. Bejsbolowa pała tnie powietrze. Wymarzona chwila. Wystarczy złapać klienta za nadgarstek i uderzyć odpowiednio mocno drugą ręką. I już łapa wroga złamana w łokciu… A w dodatku zdobył niezły kawałek bukowej lagi. Dwaj pozostali ruszają do ataku. Celny, niski kop łamiący kolano zatrzymał pierwszego w miejscu. Drugi dresiarz nie czeka, ucieka, aż się za nim kurzy. Węgier nawet nie musiał użyć zdobycznego kija. Dresy tego fasonu nie mają kieszeni, ci dwaj już go nie interesują. Wsiada do samochodu, zatrzaskuje drzwiczki i rusza gazem wąskimi uliczkami. Penetruje skrytkę. Dwa telefony komórkowe, portfel, w nim trochę pieniędzy, breloczek przy kluczykach to odlane w złocie logo Adidasa. Też coś tam warte. Jest tu także karta kredytowa, ale zapomniał zapytać o numer PIN. Trudno, nie będzie przecież wracał. W sumie szmaciarze, ale samochód może się przydać. Udany wieczór.
Teraz trzeba odpowiednio zamaskować łup. Oczywiście najprościej byłoby wygrzebać na złomowisku stare tablice rejestracyjne i przyczepić je na miejsce aktualnych. Niestety, w razie zatrzymania przez policję mogą zacząć się poważne kłopoty. Samochód zdobył, ale w dokumentach pojazdu figuruje inny właściciel. W każdym mieście są ludzie, którzy od ręki wyprodukują lewe papiery i przebiją numery wozu, ale gdzie ich szukać? Poza tym nie jest to usługa darmowa, a pieniędzy ma niewiele. Pozostaje więc wariant dyplomatyczny.
