Księżniczka spojrzała na nią spokojnie.

– W sumie, czemu nie? – powiedziała.

To ciekawe, że jej przyjaciółka ciągle jeszcze myśli w sposób nieco achronologiczny. Nie rozdziela przeszłości na poszczególne epoki. Dla niej starożytność i średniowiecze zlewają się w jedno. Sądzi, że skoro Monika żyła w Bizancjum, to i antyczna Grecja okresu klasycznego będzie dla niej czymś zupełnie swojskim… Tysiąc lat wte czy wewte… Nauczycielka, oczywiście, musiała kiedyś usystematyzować swoją wiedzę. Posiadła umiejętność chronologicznego porządkowania faktów. Potrafi poprowadzić lekcję o dowolnej epoce. Ale w sferze podświadomości nadal wszystko zlewa się jej w jeden mętlik. Dla niej czas zaczął się w chwili, gdy uzyskała świadomość jego upływu w wieku czterech, pięciu lat. Wszystko, co było wcześniej, to tonąca w szarej magmie bliżej nieokreślonej przeszłości mozaika zdarzeń: budowa piramid, rzymskie legiony, wikingowie… Księżniczka uśmiecha się. Ona też czasem jeszcze myśli w ten sposób. Pamięta krzyżowców, przybywających do Konstantynopola na krucjaty. Ci najbardziej inteligentni twierdzili uparcie, że chcą pomścić śmierć Chrystusa na poganach, którzy go ukrzyżowali. Nie zastanawiali się nad problemem, czy dane zdarzenie nastąpiło dwadzieścia, czy tysiąc lat wcześniej. Dla nich było realne, gdyż ich pojęcie teraźniejszości było potwornie rozmyte…

Oczywiście potrafi opowiedzieć i o starożytnej Grecji. Pewne tradycje były jeszcze żywe w czasie, gdy, będąc dzieckiem, pobierała nauki w Myrze… Inne poznała, zdobywając wykształcenie.

Słupek rtęci w termometrze poszedł w górę. Koniec „palenia” śliwowicy. Stanisława zbadała alkoholomierzem moc trunku.

– Pięćdziesiąt trzy procent – sapnęła z zadowoleniem.

Już wcześniej porąbała tasaczkiem dębowe polano, a szczapki wrzuciła do butelek. Teraz zalała je gorzałką.



44 из 204