
Mali przywarła nagle do ręki Havarda, bo nowy skurcz sprawił, że aż stęknęła. Havard ukląkł przy kanapie, objął Mali. Gdy już się rozluźniła, otarł dłonią jej spoconą twarz.
– Sprowadźcie akuszerkę i lekarza – polecił, nie odwracając się. – Nastaw wodę, Ingeborg. A ty, Ane, pomóż przejść Mali do sypialni. Tu nie jest dobre miejsce dla kobiety, która ma rodzić.
Sivert stał za plecami Havarda, wpatrzony w matkę przestraszonymi, wielkimi oczami.
– Nic takiego się nie dzieje, Sivert – powiedziała Mali uspokajająco. – Właśnie w ten sposób rodzą się dzieci. Ale to i tak potrwa jakiś czas, więc może Gudmund zawiózłby cię do Innstad, co ty na to? Możesz tam zostać i pobawić się z Olausem i dziewczynkami…
– Ja się nie bawię z dziewczynami – rzucił Sivert dumnie, zapominając na chwilę, że się boi o matkę.
– No to pobawisz się z Olausem – powiedziała Mali, unosząc się na łokciu. – Ubierz go, Ingeborg, i zadzwoń do Innstad. Jestem pewna, że Margrethe go przyjmie, ale zadzwoń. Powiedz Gudmundowi, by w drodze powrotnej zabrał akuszerkę.
– Nie, to pochłonie zbyt dużo czasu – sprzeciwił się Havard. – Ja po nią pojadę.
Mali chciała protestować, ale gdy napotkała jego pełne lęku spojrzenie, zmilczała.
– Wszystko pójdzie dobrze, Havard – zapewniła cicho. – Nie musisz się…
– To dużo przed czasem, a ty… Nie chcę, żeby ci stało się coś złego – wyszeptał tak cicho, że tylko ona go słyszała. -1 dziecku też nie, oczywiście. Ale ty, Mali…
Zanim zdołała mu odpowiedzieć, nowy skurcz przeszedł przez nią niczym fala powodziowa. Mali z całej siły przywarła desperacko do Havarda.
– To naprawdę toczy się zbyt szybko – powiedziała Ane i z niepokojem patrzyła, jak Mali z trudem łapie powietrze. – Przecież skurcze nie są takie silne od samego początku, prawda?
Mali opadła na oparcie, blada i zlana potem.
– Jedźcie już z Sivertem – rzuciła cicho do Ane. – I masz rację, to idzie zbyt szybko. To nie jest normalne.
