
Co za nuda, co za jednostronne, biologizujące idiotyzmy! Co za karygodne zaprzeczenie piękna tego gatunku, który rozwija się od siedemdziesięciu tysiącleci! Jeśli jest Europejczykiem, to jedyne, czego mógł się nauczyć, dotyczyć będzie uznanych artystów z jego kręgu kulturowego. Co on by wiedział na przykład o malarstwie chińskim albo o sztuce jaskiniowej? Czy potrafiłby zrozumieć, że za każdym razem musi minąć okres prymitywizmu, po którym następuje epoka żarłocznego rozwoju, po niej natomiast umacnianie osiągnięć artystycznych i wzrost formalizmu, aż wreszcie dochodzi do dekadenckiej, zapatrzonej w siebie epoki, która niezmiennie prowadzi do następnego okresu prymitywizmu i rozwoju? Że tak się działo za każdym razem we wszystkich kulturach, tak że nawet górujący nad wszystkimi geniusz na przykład Michała Anioła, Szekspira, Beethovena też się powtórzy — w nieco zmienionych warunkach — w następnym pełnym cyklu? Że zawsze znalazł się jakiś Michał Anioł, Szekspir czy Beethoven w każdym z kilkunastu okresów sztuki egipskiej?
Jak Afirmant może pojąć takie rzeczy, skoro brak mu podstaw niezbędnych do ich zrozumienia? Skoro ich statki opuściły konający Układ Słoneczny załadowane tylko przedmiotami bezpośredniego użytku? Skoro nie pozwalali swoim latoroślom zabrać dziecinnych zabawek z obawy, że rozwiną w sobie sentymenty i gdy będą musiały kolonizować Procyona XII, zapłaczą nad światem, który zginał i nad pozostawioną tam laleczką?
A jednak historia potrafi spłatać Człowiekowi figla! Ci, którzy uciekli od swoich muzeów, którzy ze swoich zasobów kulturalnych nie zabrali niczego poza zimnymi zapisami mikrofilmów, przekonają się, że uczuć Człowieka nie da się zagłuszyć. Zimne, efektywnie załadowane statki, które zawiozą je w te obce światy, same staną się muzeami przeszłości rdzewiejącymi pośród niegościnnych piasków. Ich okrutnie funkcjonalne kształty staną się natchnieniem do budowy świątyń i snucia wspomnień przy alkoholu.