
11 listopada 2190 roku.
Potrafię to zrobić! Z pomocą dwóch robotów, które przeprogramuję w tym celu, potrafię to zrobić! Leonardo i ja możemy odlecieć zaraz. Ale jeszcze muszę wykonać to drugie zamierzenie.
A oto i ono. Chcę wykorzystać całą wolną przestrzeń na statku. Miał mieć większe silniki i liczną załogę, a ja tę wolną przestrzeń wykorzystam jako szufladę biurka. I do tej szuflady upcham wszystkie pamiątki ludzkości, skarby jej dziecięctwa i młodości — przynajmniej tyle, ile się zmieści.
Od paru tygodni zbieram skarby z całego świata. Niewiarygodne wprost wyroby garncarskie, zapierające dech w piersiach tkaniny, wspaniałe figurki i niezliczone malowidła zaśmiecają korytarze muzeum. Brueghel zwalony na jeden stos razem z Boschem i Durerem. Zawiozę wszystkiego po trochu na tę gwiazdę, ku której skieruję mój statek, żeby im pokazać, jak to wszystko wyglądało naprawdę. Biorę też takie rzeczy, jak hologramy manuskryptów „Dumy i uprzedzenia” Jane Austen, „Dziewiątej Symfonii” Beethovena, „Martwych dusz” Gogola, „Przygód Hucka Finna” Twaina, a także hologramy listów Dickensa i przemówień Lincolna. Jest mnóstwo innych, ale nie mogę zabrać wszystkiego. Muszę zachować granice rozsądku.
Dlatego nie biorę niczego ze sklepienia Kaplicy Sykstyńskiej. Ale wyciąłem dwa kawałki „Sądu Ostatecznego”. Te najbardziej lubię: dusza, która nagle uświadamia sobie, że jest potępiona i kawałek zdartej skóry, na której Michał Anioł namalował swój własny portret.
Problem w tym, że freski tyle ważą! Waga, waga, waga — myślę teraz niemal wyłącznie o tym. Nawet Leonardo chodzi za mną i powtarza: „Waga, waga, waga,!” Niczego innego tak dobrze nie wymawia.
A co mam zabrać z Picassa? Parę olejów, zgoda, muszę też wziąć „Guernikę”. Ale to jest takie ciężkie.
Mam kilka wspaniałych miedzianych przedmiotów codziennego użytku z terenów Rosji i parę waz z brązu z epoki Ming. Mam łopatkę ze wschodniej Nowej Gwinei zrobioną z drzewa cytrynowego, która ma tak pięknie wyrzeźbioną rączkę (służyła do rozdrabniania betelu i owoców cytryny).
