Taksówkarz jadący za nią wcisnął klakson i zaczął wrzeszczeć przez głośnik, wbrew zakazowi hałasowania w centrum miasta. Na chodniku stała grupka ludzi, prawdopodobnie turystów, obładowanych minikamerami, mapami komputerowymi i lornetkami. Wpatrywali się tępo w mknące ulicą pojazdy. Eve potrząsnęła głową z dezaprobatą, zauważywszy pośród nich kieszonkowca, który zręcznie rozpychał się łokciami.

Po powrocie do hotelu naiwni turyści odkryją, że zginęło im kilka kredytów. Gdyby Eve miała czas i wolne miejsce do parkowania, być może rzuciłaby się w pościg za złodziejem. On jednak w mgnieniu oka zniknął w tłumie i z pewnością śmigał już przez miasto na powietrznych rolkach.

Tak to już jest w Nowym Jorku, pomyślała Eve i uśmiechnęła się lekko. Przyjeżdżasz tu na własne ryzyko.

Uwielbiała tłumy, hałas, ciągły gorączkowy pęd. Tutaj człowiek rzadko bywał samotny, ale jednocześnie nigdy nie czuł bliskości innych. Dlatego właśnie Eve przed wieloma laty przyjechała do tego miasta.

Nie była szczególnie towarzyska, a zbyt wielka przestrzeń i nadmiar samotności potęgowały jej nerwowość.

Przybyła do Nowego Jorku, by zostać policjantką, bo wierzyła w porządek i potrzebowała go, aby przeżyć. Jej trudnego dzieciństwa, pełnego białych plam i mrocznych tajemnic, nie można było zmienić. Ale ona się zmieniła. Przejęła kontrolę nad swoim życiem, stała się osobą, którą jakaś nieznana pracownica opieki społecznej nazwała Eve Dallas.

A teraz w jej życiu miała nastąpić kolejna zmiana. Za kilka tygodni nie będzie już Eve Dallas, porucznika wydziału zabójstw. Zostanie żoną Roar-ke'a. To, jak pogodzi jedno z drugim, stanowiło dla niej większą zagadkę niż każda ze spraw, którymi zajmowała się w czasie swojej kariery.

Ani ona, ani Roarke nie wiedzieli, jak to jest żyć w rodzinie, mieć rodzinę, tworzyć rodzinę. Obydwoje w dzieciństwie zaznali okrucieństwa, przemocy i zostali odtrąceni przez bliskich. Może właśnie dlatego teraz byli ze sobą. Wiedzieli, co to znaczy nie mieć nic, być nikim, walczyć ze strachem, głodem i rozpaczą – i podnieśli się z dna.



5 из 307