
Czy byli ze sobą tylko dlatego, że się nawzajem potrzebowali? Że pragnęli seksu i miłości i chcieli połączyć obie te sprawy, co Eve wydawało się nieosiągalne, dopóki nie poznała Roarke'a?
Pytanie w sam raz dla doktor Miry, pomyślała. Doktor Mira była policyjnym psychologiem i Eve często chodziła do niej na konsultacje.
Postanowiła nie zawracać sobie teraz głowy przeszłością ani przyszłością. I bez tego miała dość zmartwień.
Trzy przecznice za skrzyżowaniem z Greene Street znalazła wreszcie wolne miejsce do parkowania. Przetrząsnęła kieszenie w poszukiwaniu żetonów kredytowych, których domagał się tępym, zakłócanym trzaskami głosem zdezelowany parkomat, po czym wcisnęła do szpary tyle, by starczyło na dwie godziny postoju.
Jeśli straci na przebieranie w ciuchach więcej czasu niż dwie godziny, będzie musiała wskoczyć do pokoju wypoczynkowego i mandat tak czy inaczej nic jej nie będzie obchodził.
Odetchnęła głęboko i rozejrzała się wokół. Nieczęsto ją tutaj wzywano. Owszem, morderstwa zdarżały się wszędzie, ale Soho było dzielnicą modną wśród młodych, ubogich artystów, którzy zazwyczaj zajmowali się prowadzeniem zażartych dyskusji przy winie lub kawie.
Tego dnia lato niepodzielnie panowało w Soho. Stoiska kwiaciarzy rozkwitały różami, od klasycznych czerwonych i różowych po rywalizujące z nimi o palmę pierwszeństwa prążkowane hybrydy. Pojazdy warkotały i charczały na ulicy, ryczały nad głowami przechodniów i sapały na rozklekotanych wiaduktach. Piesi raczej trzymali się chodników, choć specjalne platformy przewożące przechodniów nad jezdnią były dość zatłoczone. Wszędzie widziało się długie tuniki, ostatnimi czasy modne w Europie, sandały, chusty na głowach oraz błyszczące sznurki zarzucone za uszy i opadające na plecy.
