
– Och, ojcze, czy ja bym nie mogła pojechać z Danem na jego wyprawę? – zapytała w pewnym momencie Ingrid.
– Czy ty oszalałaś, dziewczyno? – wykrzyknęła Berit. – No, piękny pomysł, nie ma co! A co by powiedział przyszły mąż o pannie, która włóczy się po lasach i przygląda roślinom?
Dan pochylił się i spoglądał w oczy kuzynki, w których odbijały się żółte błyski ognia.
– Muszę ci powiedzieć, Ingrid, że mam także inny plan; dlatego właśnie chciałem jechać w norweskie góry. To bardzo niebezpieczny plan…
– Opowiedz nam o nim – poprosił Tristan, siedzący obok znacznie od siebie młodszej żony Mariny. Byli tacy różni, ale wyglądali na szczęśliwych.
Dan ożywił się. Chociaż nie widział tych ludzi od czasu, kiedy był dzieckiem, czuł, że jest jednym z nich. W ich żyłach płynęła ta sama krew.
– No więc, studiowałem książki mojego pradziadka Mikaela o Ludziach Lodu. I jest coś, co mnie w nich uderzyło…
To zaciekawiło wszystkich. Tristan, najstarszy w tym gronie, powiedział:
– Musisz jednak pamiętać, że to bardzo niepełne opowieści. Właściwie mało co wiadomo o początkach życia rodu w Lodowej Dolinie.
– Tak, wiem – zgodził się Dan. – Zastanawiam się jednak, czy nie mógłbym odnaleźć wątku, o którym nikt dotychczas nie myślał.
– Jakiego? – zapytał Jon, syn Ulvhedina i Elisy. On i Branja wyglądali na nierozłącznych. Siedzieli tak blisko siebie, że nawet ostrze noża by się między nimi nie zmieściło.
– Czy któreś z was zastanawiało się kiedy nad tym, co stało się później? Mam na myśli Tengela Złego.
Oczy Ulvhedina rozbłysły w półmroku. W blasku ognia jego straszna twarz zdawała się jeszcze bardziej groteskowa, a broda, którą teraz nosił, dodawała mu demonicznego wyrazu. Zwrócił się do Dana, wolno wymawiając słowa:
– To znaczy po tym, kiedy Tengel Zły już wywołał Księcia Ciemności?
