Ingrid nie mogła zasnąć tego wieczora.

Przez cały rok prowadziła życie statecznej panienki, ponieważ ojciec powiedział jej, że musi stać się godna posiadania skarbu. Był to długi i trudny rok. Nie wolno jej było życzyć nagłej choroby wstrętnej babie z sąsiedniej wsi, nie wolno drażnić chłopców stajennych, którzy na jej widok aż się ślinili z podniecenia, nie mogła wyczarować dobrych żniw dla Grastensholm ani więcej zdrowia i siły dla sympatycznej Branji z Elistrand. W ogóle nie mogła ćwiczyć i doskonalić swoich magicznych zdolności!

Skarb Ludzi Lodu…

Słyszała historię Kolgrima, który za pomocą czarów odnalazł skarb ukryty pod portretem Sol. To oczywiste, że ojciec nie umieścił na powrót właśnie tam czarodziejskich przyborów i środków leczniczych, mówiono jednak, że Kolgrirnowi pomogła je znaleźć jego dawno zmarła babka, właśnie Sol.

Ingrid była z nią spokrewniona tak daleko, że naprawdę nie mogła na nic takiego liczyć. Szeptano jednak, że Sol w dalszym ciągu gotowa jest przyłożyć ręki do różnych spraw, kiedy jest potrzebna. A Ingrid miała być jakoby bardzo do tamtej podobna. Czy nie można założyć, że Sol i tym razem by pomogła?

Ingrid wstała z łóżka i podeszła do okna. Przesłonięty mgłą sierp księżyca co prawda nie rozpraszał mroku, lecz teraz, latem, noce nie były zbyt ciemne i mimo wszystko widać było uśpioną osadę. To znaczy całej wsi nie widziała, dostrzegała za to wyraźnie sąsiedztwo dworu w Grastensholm: las, łąki, pola na tle wzgórz.

Czyż nie mówiono, że Sol wiele czasu spędzała w tamtym lesie? Że miała w nim swoje tajemne kryjówki? Ktoś kiedyś wyczuwał tam jej obecność… Cecylia, zdaje się.

Ingrid wiedziała, że Sol nadal jest obecna wśród Ludzi Lodu. Villemo, babka Dana, odczuwała wyraźnie jej bliskość, a nawet ją widziała. Wiele razy.



17 из 181