– Sol – wyszeptała Ingrid w kierunku lasu. – Sol, moja dusza jest taka jak twoja. Rozedrgana, niespokojna. Pałająca wieczną tęsknotą za wiedzą o tym, co ukryte przed ludzkim wzrokiem. Chcę nauczyć się więcej, Sol, chcę wiedzieć!

Las stał ciemny i milczący. Migotliwe, błękitne światło otulało ziemię, żyzne pola i pokryte nocną rosą łąki. Wąski sierp księżyca obwiedziony był ogromnym, jaśniejącym kręgiem. To zapowiadało zmianę pogody, lecz Ingrid zapomniała jaką. Pogorszenie chyba…

– Sol – powtarzała wciąż szeptem. – Dan zamierzał pojechać do Lodowej Doliny, lecz nie dostał pozwolenia. Oni są tacy głupi, wszyscy, nie rozumieją nic a nic! Jest coś w tej dolinie, co mami i przyzywa, ale co to jest, Sol? Czy ty to wiesz? Ja nie wierzę, że to kociołek Tengela Złego. Czy my tak naprawdę chcemy go odnaleźć? Ty i ja, i wszyscy do nas podobni?

Świat jakby wstrzymał oddech w tę cichą letnią noc.

– To oczywiste, że powinni nam pozwolić pojechać do Lodowej Doliny teraz, kiedy Dan i tak wybiera się na północ! Gdybym tylko mogła mu towarzyszyć! I zabrać tam ze sobą czarodziejski skarb!

Sierp księżyca stał się prawie niewidoczny, przesłoniła go gęsta chmura.

– Noszę w sobie tyle uczuć, Sol, które nie mają prawa wydostać się na zewnątrz. Ja wiem o tym, umiem przecież trochę czarować, w drobnych sprawach. Tak jak wtedy, kiedy miałam układać siano nad stajnią, a tak okropnie mi się nie chciało. Nikt nie widział, co wtedy robiłam. A ty widziałaś? Poruszałam tylko ramionami i wymawiałam słowa, które nie wiem skąd mi się brały, a całe siano, jakby unoszone wichrem, wpływało na strych. To było rozkoszne uczucie, Sol! Byłam taka przejęta przez cały dzień, że nie mogłam usiedzieć na miejscu.

Ingrid stała i z rozmarzeniem wpatrywała się w noc. Wspomnienia pojawiały się i znikały.

Nagle drgnęła. Porusza się tam jakiś cień, czy jej się tylko zdawało?

Daleko, na skraju lasu… Z lasu przez łąki zbliżało się coś albo ktoś…



18 из 181