
Jakieś duże zwierzę?
Za duże jak na łosia, nie, to nie jest zwierzę. Bardzo przypomina ludzką postać to coś rozpływającego się, co tak szybko sunie po mokrej od rosy trawie. Zbliża się, idzie prosto do dworu w Grastensholm.
W innym pokoju we dworze Dan Lind z Ludzi Lodu szykował się do podróży.
Sprawdził swoje wyposażenie, przejrzał, czy wszystko jest na miejscu, i jeszcze raz przeczytał długą listę zadań, jakie miał wykonać.
Dan, jedyny wnuk Villemo i Dominika, był człowiekiem systematycznym, czego nauczył się u Olofa Rudbecka młodszego. Jako dziecko Dan, ku zgryzocie swoich rodziców, Tengela Młodszego i Sigrid, był rozpieszczany przez dziadków. Villemo traciła wszelki rozsądek, gdy chodziło o jej ukochanego wnuczka. „Chodź do mnie, Dan – mawiała – bo twoi rodzice są głupi. Zaraz wszystko urządzimy jak trzeba, ty i ja”.
Z czasem Dan się od tego uwolnił. Doszła do głosu jego właściwa, cechująca się powagą i poczuciem obowiązku osobowość. Stało się to widoczne, zwłaszcza kiedy podjął studia. Wtedy zaczęło się nowe życie, jak sam mówił.
Teraz w tym starym domu w Grastensholm podszedł do lustra. Mieszkał w pokoju Liv, ale nie zdawał sobie z tego sprawy, Liv bowiem zmarła pięćdziesiąt lat temu. W pokoju panował półmrok, a lustro było zamglone i zmatowiałe ze starości, ale przy odrobinie wysiłku mógł rozróżnić swoje rysy,
Dostrzegał, oczywiście, ciemne barwy, Zdecydowaną linię brwi, które odziedziczył po dziadku Dominiku. W tym mroku nie można było natomiast dostrzec blizny w kąciku ust, która nadawała jego twarzy ironiczny wyraz. Wiedział, że ten wyraz drażni wielu ludzi, którzy nazywają go arogantem, ponieważ nie wiedzą, skąd się to bierze.
A to nieprawda. Arogantem nie był w żadnym razie. Czyż nie widzieli niepewności w jego wzroku? Potrzeby życzliwości ze strony innych ludzi? Dan miał wielu przyjaciół, należał jednak do tych utopistów, którzy pragną przyjaznych związków z każdą żywą duszą na ziemi. Każdy niechętny gest czynił go nieszczęśliwym na wiele dni.
