Czasami przychodziły listy ze Szwecji. Krewni pisali, że młody Dan Lind z Ludzi Lodu jest młodzieńcem tak inteligentnym, iż uzyskał pozwolenie na naukę u szwedzkiego profesora Olofa Rudbecka juniora, językoznawcy i botanika, i że nawiązał tam kontakty z innymi wielkimi szwedzkimi profesorami, jak Urban Hjame i Emanuel Swedenborg.

Całe dzieciństwo Ingrid było dla jej rodziców czasem zmartwień i rozczarowań. Może najbardziej dlatego, że kochali ją bezgranicznie i pragnęli dla niej wyłącznie dobra. Ona, oczywiście, także odpowiadała uczuciem na ich miłość. Wyrażały to jej nieoczekiwane a gwałtowne uściski. Zdarzało się też, że w środku nocy wślizgiwała się do ich łóżka, szukając schronienia przed tymi wszystkimi paskudnymi istotami, które czają się w jej pokoju. Nie chodzi o to, że się ich boi, mówiła Alvovi i Berit, ale one są takie męczące, okropnie hałasują i nie dają spać. A w łóżku rodziców jest tak spokojnie i rozkosznie.

Alv wielokrotnie chodził z nią do dziecinnego pokoju, żeby przegonić strachy. Ale, rzecz jasna, niczego tam nie znajdowali. Tylko księżyc rzucał na podłogę błękitnosrebrzystą poświatę.

Wielką pociechą w tych latach był dla nich Ulvhedin. On wiedział, jak to jest, kiedy się dorasta nosząc diabła w duszy, chciał wspierać małą kuzynkę i wskazywać jej drogę. Bardzo się oboje ze sobą zaprzyjaźnili i wielokrotnie Ingrid, gdy miała zmartwienia, szła do Elistrand, by prosić o radę starszego od niej o dwadzieścia cztery lata olbrzyma. Tłumaczyła mu, że nie chce być niemiła i złośliwa, ale niekiedy czuje w sobie straszną złość. I wtedy bardzo jej pomagały zapewnienia Ulvhedina, że z czasem można złe siły pokonać i zdławić.

Wielu ze starszego pokolenia, patrząc na Ingrid, wspominało o Sol i Alv musiał chodzić do Lipowej Alei, żeby przyjrzeć się portretowi tamtej. Twarz Ingrid nie była podobna do małej, kształtem przypominającej serce i w jakiś sposób kociej twarzyczki Sol. Ingrid miała ogromne, bursztynowe oczy w ciemnobrązowej oprawie, mały nosek, duże, jakby wciąż głodne usta i niezwykle piękne zęby. Delikatne, upodabniające ją do młodego fauna dołeczki na policzkach odziedziczyła po ojcu. W dzikich oczach i w wyrazie lekko wydętych warg rysowała się jakby pogarda czy szyderstwo, ale w ogóle rysy twarzy miała bardziej klasyczne niż Sol. Były jednak niebezpiecznie urodziwe, obydwie.



4 из 181