
(Nie będziemy na tyle małostkowi, by opowiadać tutaj o tym, jak pewnego razu nowy chłopiec stajenny pozwolił sobie klepnąć w pośladek tę pociągającą panienkę. W następnym momencie znalazł się pośrodku gnojowiska za chlewem. Nigdy nie zrozumiał, jakim sposobem tam trafił, choć zastanawiał się nad tym do końca życia. Zresztą po dwóch dniach został odprawiony z Grastensholm.)
Ale najbardziej groźne mogły się okazać niezwykłe uzdolnienia Ingrid. Jon z Elistrand uczył się razem z nią, lecz nie był w stanie dotrzymać jej kroku.
Wszystkie książki i atlasy w Grastensholm zostały sczytane od deski do deski. W Elistrand także. Jedyny wykształcony człowiek w okolicy, pastor, omijał ją szerokim łukiem, ponieważ uważał, że zadaje mnóstwo niezrozumiałych i głupich pytań. To znaczy on nie umiał na nie odpowiadać, a właśnie do tego za nic by się nie przyznał!
Kiedy Ingrid skończyła siedemnaście lat, niezadowolenie z wykształcenia, jakie zdobyła, przeradzało się coraz częściej w irytację. Czy wszyscy ludzie są tacy głupi? Czy naprawdę nie ma nikogo, kto by potrafił odpowiedzieć na wszystkie niepokojące ją pytania?
Odbierało to chęci do pracy i charakter Ingrid znowu się pogorszył. By dać upust niezwykłej energii, zaczęła na własną rękę eksperymentować trochę z czarami.
Wtedy właśnie Alv zdecydował się na drastyczny krok i powiedział jej o istnieniu czarodziejskiego skarbu Ludzi Lodu. Czynił to z niespokojnym sercem, wiedział bowiem, jaki ogień rozpala się w umysłach dotkniętych dziedzictwem na wiadomość o skarbie.
– Odkąd mój ojciec, Niklas, umarł, skarb spoczywa w ukryciu – poinformował Ingrid z powagą. – Właściwie to Ulvhedin powinien go odziedziczyć po Niklasie, lecz on był dostatecznie silny, by powiedzieć: nie. On wie, jak trudną do odparcia pokusą dla obciążonych dziedzictwem mogą się okazać te czarodziejskie zbiory, a chciałby nadal żyć jak człowiek, w spokoju, z Elisą i rodziną.
