
– Nie, zostań – potrzymała go, gdy się podnosił. Rozmowa przybrała niebezpieczny obrót i Kelly była coraz dziej zdenerwowana. Po co wracać do tak bolesnych wspomnień? Czemu to służy? Ale czy naprawdę chciała zapomnieć? Czy potrafiła wymazać ze swego życia ostatnie osiem lat? Jako nastolatka była otyłą, nieco zalęknioną, samotną mad wiek poważną dziewczyną. W szkole ciężko pracowała; w domu uciekała w marzenia od ponurego, prowincjonalnego miasteczka i irytującej, samotnej matki. Mildred Harmon nigdy nie przekroczyła trzydziestki i ciągle miała życie przed sobą, o czym nieustannie wszystkich informowała. Wiecznie zrzędziła. W ostatniej klasie liceum Kelly uczęszczała na kurs dziennikarski. Pewnego dnia Harry Buckworth, wydawca miejscowego brukowca, rozchorował się na grypę i przysłał w zastępstwie Jake'a, który pracował w redakcji od roku. I tak to się zaczęło. Dwudziestoczteroletni Jake natychmiast raczył poważną i niezbyt atrakcyjną nastolatkę. Wysoki, szczupły, elokwentny i pewny siebie…
Pewnego dnia, gdy wracała do domu, snując marzenia o Jake'a po prostu zderzyła się z nim na ulicy.
Zaprosił ją na mleczny koktajl. Nie pamiętała, o czym rozmawiali, ale trwało to bardzo długo. Tego wieczoru dom rodzinny wydał jej się jeszcze bardziej pusty i zimny.
Kelly dość regularnie wpadała na Jake'a. Spotkania miały zawsze taki sam przebieg. Koktajl, rozmowa, spacer, podczas którego prowadzili zażarte dyskusje.
Gdy kiedyś wracali do domu, zauważyli, że Mildred przygląda im się zza firanki. Zlustrowała uważnie Jake'a z góry do dołu, a kiedy wyszedł, ostrzegła córkę:
– Uważaj na niego. Niebrzydka z ciebie dziewczyna.
Ale Jake nigdy nawet jej nie pocałował. Zrobił to dopiero dwa tygodnie później w jej osiemnaste urodziny.
– Czekałem, aż dorośniesz – powiedział.
Zycie Kelly zmieniło się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Mildred, uznając widocznie, że wypełniła matczyną powinność, coraz więcej czasu spędzała poza domem. Kelly zaczęła poznawać smak swobody.